Drogi Erneście. Nic nie jest takie proste jakim się wydawało.
Siedzę w tym swoim majątku, otoczony przykładami nadmiernej eksplozji możliwości. Czasem tak trudno rozróżnić dorastanie od starzenia się...
Wydawało mi się, że idę z zupełnie inną stronę.
Czuję się jak bohater opowieści Olgi, stojąc na Kolejnym lotnisku, Kolejnym miejscu określonym współrzędnymi (długość, szerokość psychologiczna, godziny, minuty, sekundy...) i konkretniej umiejscawiającym mnie w układzie w którym jedną z osi jest niewątpliwie czas.
Stoję więc na tym Kolejnym lotnisku. Oh, Ernest... Tamten świat spłonął, wróciłbym do zupełnie innego świata. To wszystko składa się na to poczucie, że znów jestem gdzieś w drodze. To część mojego lotu, wkrótce wsiądę do Kolejnego samolotu i wszystko będzie wyglądało inaczej. Pozostaje mi nadzieja, że spotkam Cię jeszcze, że dzielimy ten sam świat i płaszczyznę porozumienia. Prędzej czy później znów okaże się wszystko innym niż teraz jest. Na wielu Kolejnych końcach ja także będę patrzył w lustro widząc tą samą twarz zupełnie innego człowieka.
Wiem, że to co teraz czuję i co myślę, to coś co jutro będzie miało zupełnie inne znaczenie i inną wartość. Wiara w przypowieść o wchodzeniu na górę ma taką słabość, że ów szczyt to mit, całe życie wchodzimy. Ta góra jest cholernie wysoka.
Za mną inny świat, w którym zatrzymałem się przecież na tyle długo, że teraz tęsknie za jego horyzontem. Widziany co rano dawał poczucie spokoju. Aż zaczął kojarzyć się z domem, tak jakby już, już zaraz...
A potem lot przez noc, przez burzę i wiatr.
Jeśli jestem głodny, pozostanę głodny, i choć pewnie będzie tam słońce, czy cokolwiek co by mnie usatysfakcjonowało, zaspokoiło... Nie. (Prawdziwa satysfakcja to coś na co się pracuje)
A przede mną jeszcze tak dużo pracy.
Uświadomiłem sobie, że sam zapomniałem już o uniesieniach. Kiedyś powiedziałeś, że zatrzęsła się ziemia, mówiłeś o jednej parze kochanków w Hiszpanii. Zgubiłem gdzieś tą moc w swoich palcach. Ziemia jest twarda i stabilna.
Wszystko co ważne wymaga wyrzeczeń. Nikt nie zobaczy wschodu słońca ze szczytu jeśli wcześniej na niego nie wejdzie i zasmakuje nocy w górach - to wybrzmiewa jak odpowiedź na moje niezadane jeszcze pytania.
Nie jest tak łatwo jak miało być. Może twój świat jest gdzie indziej.
Mówiłeś o ważnych rzeczach i zmiękczałeś moją samotność. Kiedy z Tobą rozmawiałem, mój świat nieraz oddychał świeżym, zdrowym powietrzem.
Z nieukrywaną tęsknotą patrzę w kierunku w którym odleciał twój samolot.
Trudno mi z tym porankiem w obcym kraju. Bezsennie. Ten chłodny deszcz z ciężkich chmur powoduje, że skóra nieprzyjemnie sztywnieje. Trudno się odezwać do kogokolwiek, bo wszystko jest w Kolejnym obcym języku.
Pewne rzeczy trzeba zaakceptować, a wciąż tak mi trudno to zrobić. Tylu rzeczy jeszcze nie akceptuję. Ciężko założyć plecak na plecy i ruszać dalej, coraz mniej chce się pić Kolejne kawy i wybierać Kolejne loty.
Pamiętasz, opowiadałem Ci kiedyś o tym jak wyruszyłem do Norwegii. Przez dwa tygodnie jechałem rowerem. Sam z własnymi myślami. Zmęczenie i samotność to taka alternatywa dla terapii, sam stajesz się pacjentem, lekarzem i rozpraszającym światem za oknem. I uczysz się mówić, słuchać i rozpraszać. Gdzieś znika czas i wszystko inne co łatwo rozpuszcza się w tym kotle. Zostają tylko prawdziwe problemy. Takie co się nie rozpuszczają. To był właśnie jeden z takich lotów. Tych właściwych, taki z którego się nie wraca.
Gdzieś w głębio serca czuję, że nie spotkał bym Ciebie w taki sposób w jaki Cię spotkałem, gdybym właśnie wtedy, właśnie tam nie wyjechał.
Na razie ten czas z kieliszkiem wina i albańskim papierosem pisząc te słowa otoczony eksplozjami nadmiernych możliwości jest jak czekanie na Kolejną kawę w Kolejnej poczekalni, czekając na Kolejny samolot, do Kolejnego obcego kraju. I chociaż u Olgi wszystkie "Kolejne" w końcu zlewały się w coś co tak naprawdę wcale nie było Kolejne, ale ciągłe i stałe, ja nadal mam nadzieje na to, iż trafię na lotnisko do którego potem będę już tylko wracać.
Jestem więc w obcym kraju. Wszędzie, gdzie się nie udam jest droga która wiedzie w przód i w tył. Na najdalszym końcu świata, wszędzie tak samo.
Bardzo mnie przygnębia ta chujowa pogoda.