Szeptem ktoś mnie woła
Z pomiędzy drzew wspomnienem
Z mgłą unoszące się w świat
Stań się tym westchnieniem
Jak myśliwy i jak ofiara
Bądź gniewem i skomleniem
Bądź pewnością i zdradą
Stań się westchnieniem
Usłysz
Rytualne bębny
Bicie serca i grzmot
Spójrz
Słońce i księżyc goniące po niebie
Dwójka kochanków naiwnych szukających siebie
Tam w oddali
Wilk idący przez las
Przez ciszę, wilgoć i chłód
Przez święte lasu westchnienie
To nie jest nieubłagane
To jest naturalne
Rytualnie zataczam się i słaniam
O drzewa opieram
Ziemia ciągnąca mnie do siebie
I Krzyczący kruk
Ten Kruk pędzący po niebie
Jest jak znak