Etykiety

sobota, 7 lutego 2026

niedziela, 11 stycznia 2026

 


Bez tych emocji, czuję się pusty w środku, jak dym bez zapachu. I rozmywam się w atmosferycznym braku sensu.
Z ich ciężarem prawie dotykam ziemi, widzę jakiś punkt odniesienia.

sobota, 15 listopada 2025

Jak to jest z tymi muzycznymi miłościami?
Jest teoria która mówi: "przy tym co znamy czujemy się bezpieczniejsi, ergo lubimy znane.". W jej konsekwencji wpływ na nasz gust mają czynniki stackujące się od początku naszego życia.

Do tego mamy tą całą naszą gadzią matryce zachowań, sumy atawistycznych odruchów, genetyczny kod da Vinci i cały ten atlas biologiczny zależności.

W chuj mądrych słów, w chuj złożony klucz.

No ale siłą rzeczy - mowa to ciekawy nabytek w takim środowisku.
Ukształtowana przez nie i sama je kształtująca.
I tak jak doszukujemy się w mowie odbić tego środowiska, tak podejrzewam, że w środowisku możemy doszukiwać się odbić naszej mowy.
I jednym z jego elementów jest muzyka którą się otaczamy.
No dobra.
Ostatnio myślałem o tym, że kiedy tak płynie ta muzyka, to jest jakby ktoś mówił. Snuł opowieść.
Zmieniał się ton, tempo. Padały pytania, były zdania w zadumie, rozmowy, krzyki i płacz.

Podobno ludzie dzielą się na tych co myślą słowami i tych co myślą bez użycia słów. Sam na pewno myślę i tak i tak, chociaż rzeczywiście uświadomienie sobie, że myśli się w danym momencie bez słów wymaga nieco refleksji i jest dość abstrakcyjne. Cóż. Ja lubię abstrakcje i absurd.
Kiedy myślę bez słów to cały ten zlepek idei, pojęć i czynności jest jak muzyka właśnie. Jak ta snuta opowieść.
Teraz kiedy siadam i słucham muzyki, to trochę tak jakby ta niewerbalna część świadomości dostała swój odpowiednik rozmowy. Albo raczej odpowiednik słuchania opowieści.

środa, 22 października 2025

About L.

 


Kiedy patrzyłem wstecz na moment z którym nierozerwalnie jest dla mnie związany ten kawałek, było mi wstyd. 

Teraz przestaje się wstydzić, bo to był kawałek światła w cholernie mrocznym i zdradliwym momencie. 

Pamiętam gramofon i tamtą jesień.

Zabawne jak bardzo nieoczywistą i ważną rzeczą w moim życiu są te powykrzywiane nieoczekiwane bliskości. 


poniedziałek, 20 października 2025


Koniec sierpnia i początek września jest jak długi, oślepiająco pomarańczowy zachód słońca. 
Chłodny powiew z zachodu coraz częściej owiewa spaloną skórę na szyi.
Wieczory mają już inny zapach.
Znowu.

To jak przeżywam swoje wyjazdy, jest raczej mało zauważalne. Szkoda, że nie potrafię tego właściwie wyrazić.
Kiedy tak wracam niewyspany, z twarzą przyklejoną do okna. Gdzieś nad Rumunią, 10 kilometrów nad ziemią. Moja głowa układa w sobie nowe doświadczenia. Dobrze wiem, że to zostanie we mnie i nigdzie indziej. Tak jak wspomnienie o wspinaczce na skałach nad którymi w tej minucie przelatuję.
Mało ostatnio piszę. 
Kiedy myśli i uczucia są jak muzyka bez słów, raczej ciężko o stenotyp.

Jeszcze chwilę temu paliłem papierosa siedząc na miejscu pasażera, jadąc przez bliskowschodnie miasto...  
Noc, światła wieżowców, ogień i zapach ropy. Na skrzyżowaniu mija się ferrari z ładą.
Wszystko obserwowane przez kompletnie popękane szyby, przy muzyce lecącej z jednego działającego głośnika.
I ten kurz. 

Niewyspany, z twarzą przyklejoną do okna, gdzieś nad Rumunią.
Kurtka, którą jestem nakryty wciąż lekko pachnie tym wszystkim. W samolocie jest cholernie zimno, ale jest przynajmniej miejsce na nogi. 
Identyfikuje znane skrzyżowania, miasta, wzgórza. Wszystko jest nierealnie małe, nie mogę połączyć tego w całość, moja głowa tworzy alternatywną wersje każdej z tych rzeczy.

Nie ma dzisiaj wiersza. To wszystko jest inną formą emocji, bardziej kompleksowej i wielowątkowej. Złożonej z tego co realne i tego co wyobrażone, z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Znacznie dosadniej oparte na tym co realne i dokonane. Nie umiem dzisiaj ubrać tego w wiersz i czuję, że gdybym to zrobił byłby to byłby znacznie trudniejszy, poważniejszy i głębszy niż to co w tym momencie potrafię pisać. 
Jeszcze nie.

To co dzisiaj widzę, to to że mimo całej tej walki i szamotaniny nadal jestem w niewłaściwym miejscu. 

Wrzesień dobiegł końca. Październik teraz. Czas leci.

Leżę na podłodze w studiu i mam podobne odczucie jak to z samolotu - część mojej codzienności wydaje się nierealna, sztuczna, alternatywna.
Tylko ciepłej jest. Po trzech latach, w końcu, odkręciłem kaloryfer.

Przeżywam kryzys. 

Permanentny, kontrolowany, przewlekły. Definiujący.
Dobry wieczór. Nazywam się Kryzys.






czwartek, 30 stycznia 2025

Tu zbiegają się linie papilarne.

I dosłownie wszystko co wydaje się istotne

Ma jakieś punkty wspólne i styczne

I jest tak inne od reszty

Sugestywnie organiczne

***

"Wokół niej gęstnieje tłum"


środa, 1 stycznia 2025

 


Te wieczory
Pokojowo dywanowe
Z notatnikiem i myślami
Na zakładkę
Jak panele podłogowe
I palcem rozprowadzane
Pomiędzy strunami 

I walcem wieczornym
Tak chwiejnie
Bezkarnie
Krok za krokiem
Nietrzeźwo
Wulgarnie
Jakże pięknie
W pogoni za sobą

poniedziałek, 9 grudnia 2024

 "

Już mam dość upadków, mam swoje lata

Już mi te latanie i ryzyko lata

Lecz ach, duch pcha na dach

Skacz, zaszalej

Może upadniesz o krok, dwa dalej

Upadniesz krok dalej

I może się dowiesz, że masz lepszy świat

Spowity mgłami, gdzieś tam

Za tymi cholernymi tujami"


Hubert Dobaczewski. 
W sam raz na czas.

niedziela, 17 listopada 2024

Way in is a way out


Tak między nami
Między Tobą
I resztą
Zawsze była przepaść

Wiem

Uspokajająca mantra
Kiedy wrzucasz piąty bieg

Kradniesz dla siebie to zdanie
Wrasta potem tak głęboko 
Korzeniami sięga numeru dowodu
Jesteś gościem we własnym życiu
Niepewność
Ja wiem

Słońce zachodzi a Ty pędzisz przez sen
Pęcznieje wkoło abstrakcja
Rozmywa się
Wyraźny zostaje
Tylko jeden cel

I ja to dobrze wiem

Uspokajająca mantra
Gdy wzrasta gniew
Rytm
Gitarowa partia
Podtrzymanie akcji serca
Uderzenia werbla i ten
Przenoszący do nowego wymiaru
Pęd

Z błogo otwartej rany
Sączy się esencja i śpiew
Ja wiem


***

Tak się sucha muzyki, a nie jakieś pierdolenie.

piątek, 25 października 2024

Byłaś zaskoczeniem tak wielkim
Jak cała ta jesień mglista
Jak fałszywa nuta która w pamięć zapada
I jak dotkliwa pustka gdy jej brak

Byłaś tak cholernie blisko
Że można by myśleć z Tobą
A nie obok
I tak zagraniczne daleko
Że za każdym razem
To wspomnienie o Tobie
Trzeba oswajać
Numerem kierunkowym


***

(Przewrotnie, bo przecież to nie o ten kawałek tu chodzi.)



niedziela, 13 października 2024

 

"

Bo jestem wstręty, zmienny i ambiwalentny 

dziwny zbyt relatywny

I dobrze i pa

To cały ja 

Daleki tak 

Od szapoba"

Hubert "Spięty" Dobaczewski. 


wtorek, 10 września 2024



"
Powiedziałem: znam takie miejsce,
gdzie przychodzą umierać koty.
Zapytałem: chcesz je zobaczyć?
Odpowiedziała: nie chcę.Powiedziałem: jest czyste i ważne.
Powiedziałem: jest jasne i pierwsze.
Zapytałem: chcesz je zobaczyć?
Odpowiedziała: nie chcę.

Powiedziała to w taki sposób,
że musiałem odwrócić się od niej.
Od tamtej pory
powoli
zbliżam się
do wyjścia."

Jak zawsze w punkt. Świetlicki.

środa, 4 września 2024


Niby taki banał, a dla mnie taki wyjątkowy. Z zewnątrz stoicki dystans, kamienna twarz i brak emocji. W środku pożar. W środku zawsze był pożar.

Sam nie wiem co myśleć o terapii, wierzę w to, że pomogła z wieloma rzeczami i jeszcze pomaga, przyswaja się, układa. Czas mija, przepływ staje się ustalony. W środku człowiek podróżuje po emocjach.

Słyszałem ostatnio nagranie Hayley Wiliams śpiewającej Landslide i przez chwilę było wyjątkowo. Linie mi się zbiegły. Jakoś tak wszystko do siebie pasowało, jak naprawdę mało gdzie i mało kiedy. 

Wskoczyło Maggot Brain, świat nabrał zapachu ciepłego mieszkania jesienią, 50-cio letnich mebli i wysokich sufitów kamienic. Pojemność emocjonalna urosła do nieskończoności.

Pretty in Scarlett Guano Apesów i znów byłem na szkolnym korytarzu, we wschodnim skrzydle. Ze smakiem szybko palonego papierosa tuż przed lekcją. Tuż przed resztą życia.

Jadę teraz autem, w środku roku, w środku Polski, w środku pracy. Na koniec dnia.
Słońce zachodzi, trasa wije się w przód i wtula się w horyzont. Pastelowe niebo jeszcze drży od gorącego sierpniowego powietrza, chociaż już wrzesień. Pofalowana ziemia wokoło stroszy topole, udając toskańskie okolice. 
Jest coś romantycznego w tej drodze, niedomkniętej przestrzeni i perspektywą tego co jeszcze nie widoczne.
Leci Vocal Madrugady i nic nie przywołuje. Staje się tą chwilą i wspomniane potem będzie ją ożywiał na nowo raz za razem. Mimowolna Ceremonia, serce wrze.

Chociaż niedługo zajdzie słońce, skończy się piosenka, to jeszcze zaraz gitara wejdzie i przyniesie rozwiązanie. Małe katharsis, małe zburzenie murów i krzyk w tą przestrzeń...

Chociaż po ciemku nie będzie już Toskańskich wzniesień i pastelowych chmur, zostaną snopy światła. Biała nitka dzieląca pasy i powtarzalne stacje benzynowe. Zamiast Madrugady będzie Archive, zamiast Vocal, będzie Pulse. 

Droga, moja droga.



czwartek, 29 sierpnia 2024

Tu wiem.


Siedzieliśmy na barierce

Zwieszaliśmy nogi z krawędzi mostu

Wszystko było w przyszłości

Może to byłaś Ty


Wtedy przeplatały mi się zorze

A nie wczoraj z dziś

Ogniem cały świat, może

To byłem ja


A jeżeli, jak?

Tak mało teraz wiem

Siedzieliśmy wtedy na barierce

Zwieszaliśmy nogi nad dniem


Może to byłaś Ty

Może to byłem ja.


A może do cholery dnieje.


piątek, 23 sierpnia 2024


Nim spadniesz w tą otchłań

Przejrzyj się w wierszu

Nasłuchuj za wierszem

Jak samobójca

Strzel sobie wierszem w twarz


Wyrwane spomiędzy sekund

Z kontekstu

To co nie wyszło na świat

Zza pewności siebie 

drżąca sprawa sprzed lat


Niewypowiedziane słowo

Przy zamykających się drzwiach

Gdy ten pociąg ruszał

W nowy nieznany świat


Smakuj zatem tę przestrzeń

Smakuj ten strach

Wczuj się w rytm bicia tego serca

I tańcz

Święto drogi trwa

piątek, 16 sierpnia 2024

 Siedzę w otwartym oknie i obserwuję tą cichą i rozedrganą sierpniem noc. 

Za rzędem drzew naprzeciwko czasami przejedzie samochód. 

Gdzieś tam dalej, gdzie nie ma warszawskiej łuny podobno widać zorzę. W innych mieszkaniach ludzie śpią, zanurzeni w innej rzeczywistości. Takiej gdzie w nocy się śpi.

 Nie ma w tym nic podniosłego ani specjalnego. Jest tylko to uczucie. Jedyna sytość jaką znam, ten jeden moment w którym nie żarzy się jak rozpalony, piekący w dłoń węgiel, poczucie, że coś jeszcze trzeba zrobić, coś osiągnąć, coś zdobyć, pokonać, odkryć. Te pięć minut sytości, zanim głód wróci i będzie gonił człowieka znów do utraty tchu.

Chwila spokoju. 




niedziela, 7 lipca 2024

Jednym się to kojarzy z okien cyklonu, inni nazywają to ciszą przed burzą - to mało istotne, dopóki znasz to odczucie.

Niebo ciemnieje.

Lubię burze, to coś zostało jak zadra we wspomnieniach - atawizm.
Poczucie niepokoju i jednocześnie bezpiecznej ulgi. 

Dawno nie jadłem dzikich malin. Niby takie proste.

I przelewa się w świadomości jak płyn.
Hydrostatyka, zatem.

I dopiero teraz czuję, jak wraca do mnie Wilk Stepowy.



wtorek, 19 marca 2024

 Zawsze miałem do nich słabość. Dużą słabość.

Tak, w głębi serca, jestem od lat potajemnie zakochany w pani Wiliams.



sobota, 9 marca 2024

 Kolejny dzień rzeźbienia w studio.
Przepinamy kabelki, przenosimy rzeczy, mierzymy, stroimy. 
Malo literacko dzisiaj. Za to muzycznie.