Etykiety

czwartek, 1 sierpnia 2019

Artysta

I co ja mam teraz z tym zrobić
Zapytał
Gdyby jeszcze mógł
postarzał by się bardziej

Papieros dogasał w popielniczce
powiernik intymnych pocałunków
zawarł w sobie wszystko czego zabrakło w słowach
i spłonął

I co ja mam teraz z tym zrobić
Zapytał
I spłonął
Znowu

poniedziałek, 29 lipca 2019

Po czytaniu

Gość napisał że się zmaga
I że ona pyta
Że się pieprzą
I o obrazie napisał
Że ktoś nie dał rady go zetrzeć

Wyczytałem ten smutek
Olbrzymi
Narastający
Dialog wzajemnie obcy
Ludzi oddzielonych coraz bardziej obcym
Życiem

Widzę wyraźnie
Te powierzchowność przygniotła bijące źródło
Świeżej życiodajnej wody
Jak ruina starego domu
Wyrok

A może w tym już nie ma smutku
I samotności
I nic w tym nie ma
Może to tylko pustka została i w końcu i ona się skończy
Też o niej pisał

Jestem zaskoczony i rozczarowany

to nie jest ich problem

W prasie comiesięcznej
Pojawił się artykuł
„Jak poradzić sobie z nerwami”
I napisali
Trochę mądrych słów
Czasowników i interpunkcji
Sprawdzonej przez trzy instancje
Dali nawet jakieś zdjęcia
(Jakby zdjęcia miały coś pomóc)
Pełen profesjonalizm

Być może przez przypadek
Jakieś nieistotne zrządzenie losu
Kartka im spadła za biurko
Albo przylepiła się od spodu
Innej
Pominęli wariant
W którym czuje się każdy organ we własnym ciele
W którym prawie się nie da jeść ani spać
A świat rozlatuje się na kawałki
I jednocześnie kompresuje się nieznośnie
Do rozmiaru drzwi ewakuacyjnych
Których się nie da otworzyć

Rozumiem jednak
To przecież nie jest ich problem
Zrobili co mogli
To nie jest ich problem


Mistrzowi.

„Nie śnij się. nie śnij. W którymś śnie się utop
tak ostatecznie i nie przyśnij już się.
Robisz mi nieporządek w chaosie. Aż muszę
zaraz po przebudzeniu kląć bezgłośnie, żeby
ciebie odpędzić. Do mojej przeszłości
wprowadzili się obcy, nawet nie wiem kto,
leżą przy tobie na tapczanie, sprawnie
- uczciwie za drzwi wypychają, tak że
to nie jest teraz moja przeszłość. Dzisiaj odwilż.
I wszystko cieknie. Wszystko cieknie.
Niszczeją wszelkie trwałe formy.
Budzi się z zimy rozedrgany ustrój.”

Marcin Świetlicki.

Nawias

Zawsze taki byłem, nigdy nie umiałem iść tam gdzie inni
nigdy mi nie było po drodze
Ja już taki jestem że skomplikuję nawet proste rzeczy
Nie umiem się w tych prostych rzeczach poruszać
tak żeby czegoś nie stłuc
Nie dotknąć tego czego nie należy dotykać
Nie myśleć tego czego nie warto myśleć
Panie Michale 
Mówią
Pan niech żyje bardzo
Tylko po co skoro ja już nie żyję
Mówią niech pan odpoczywa
Kiedy ja żyję
Po co pan pisze pytają
Ja przemilczam
Że po to by to przeczytała
I przemilczam
Że modlę się żeby tego nie przeczytała
I że nie wiem tak naprawdę
Bo to jest jak wołanie w pustkę
Jeszcze bardziej beznadziejne
Niż nie wołanie nikogo

Mój podmiot liryczny zniesie dużo
i dużo znosi
Ja się dużo rozpisuję
I mogę dzięki niemu rozpisywać się o rzeczach które nie są prawdą
I poukrywać w nich prawdę
I o rzeczach które są są prawdą a ukrywać w nich fałsz
I mieszać to dowolnie
Mój podmiot liryczny może współodczuwać ze mną
Wiem wtedy co czuje
Rozumiem go i tkwimy w tak głębokiej relacji
Opartej na zaufaniu
W kłamstwie i szczerości

Na wzajemnym zagubieniu w świecie którego żaden z nas nie czuje

Na wzajemnym wpatrywaniu się w burzę
Z nadzieją, że w oku tego cyklonu
Jest spokojne miejsce
Które mimo całej bzdury było by ukojeniem


niedziela, 28 lipca 2019

285

Moknę na przekór wszystkim
W pełnym słońcu
Mdli mnie i pluję tą jesienią
Co się zdarzyła na wiosnę
I wszystkim co mi spłowiało
Każdym zbolałym organem
Stoję w tym niechceniu
I moknę
Bo po co
Ani nawet dlaczego
Nic się nie liczy
Wszystko co dotąd było
Zniebyło się doszczętnie
Spopieliły się wartości
I zbeznamiętniały
Chociaż stoję i moknę
Dojrzałem jak skoczek
Co ostatni raz skacze z okna