Etykiety

środa, 4 września 2024


Niby taki banał, a dla mnie taki wyjątkowy. Z zewnątrz stoicki dystans, kamienna twarz i brak emocji. W środku pożar. W środku zawsze był pożar.

Sam nie wiem co myśleć o terapii, wierzę w to, że pomogła z wieloma rzeczami i jeszcze pomaga, przyswaja się, układa. Czas mija, przepływ staje się ustalony. W środku człowiek podróżuje po emocjach.

Słyszałem ostatnio nagranie Hayley Wiliams śpiewającej Landslide i przez chwilę było wyjątkowo. Linie mi się zbiegły. Jakoś tak wszystko do siebie pasowało, jak naprawdę mało gdzie i mało kiedy. 

Wskoczyło Maggot Brain, świat nabrał zapachu ciepłego mieszkania jesienią, 50-cio letnich mebli i wysokich sufitów kamienic. Pojemność emocjonalna urosła do nieskończoności.

Pretty in Scarlett Guano Apesów i znów byłem na szkolnym korytarzu, we wschodnim skrzydle. Ze smakiem szybko palonego papierosa tuż przed lekcją. Tuż przed resztą życia.

Jadę teraz autem, w środku roku, w środku Polski, w środku pracy. Na koniec dnia.
Słońce zachodzi, trasa wije się w przód i wtula się w horyzont. Pastelowe niebo jeszcze drży od gorącego sierpniowego powietrza, chociaż już wrzesień. Pofalowana ziemia wokoło stroszy topole, udając toskańskie okolice. 
Jest coś romantycznego w tej drodze, niedomkniętej przestrzeni i perspektywą tego co jeszcze nie widoczne.
Leci Vocal Madrugady i nic nie przywołuje. Staje się tą chwilą i wspomniane potem będzie ją ożywiał na nowo raz za razem. Mimowolna Ceremonia, serce wrze.

Chociaż niedługo zajdzie słońce, skończy się piosenka, to jeszcze zaraz gitara wejdzie i przyniesie rozwiązanie. Małe katharsis, małe zburzenie murów i krzyk w tą przestrzeń...

Chociaż po ciemku nie będzie już Toskańskich wzniesień i pastelowych chmur, zostaną snopy światła. Biała nitka dzieląca pasy i powtarzalne stacje benzynowe. Zamiast Madrugady będzie Archive, zamiast Vocal, będzie Pulse. 

Droga, moja droga.