Etykiety

piątek, 23 października 2015

--- Romantyzm w linii Z1


Czasami jadę nocą ostatnim autobusem
Gdzie euforia powoli tężeje w smutek
Z każdym kilometrem
Spotykają się tu końcówki szans

Patrzę przez okno za przejaśniającym się niebem
Choć pleśń powoli zajmuje mi serce
Ginie mi twoje dosłowne ciało
I zaczynasz być wtedy 
Przenośnią
Gubię tą pewność jednozdaniową
Na rzecz beletrystyki

Przeraża mnie ta zmiana
I ta droga w niepamięć
Krzyk staje się gładki
Ostre wydaje się pluszem
Kiedy najgłośniejsza jest cisza
Donośna jak dzwon 
I okrutna od wzruszeń

Podróż się kończy
Jak rozdział w środku książki
Drzwi jak okładka zamykają się na krawędzi uwagi
Wyciągam wtedy paczkę 
naturalnych konsekwencji
I odpalam jedną od drugiej

--- (Nawias nr 1)


(Książki to świetne lekarstwa na wszystko poza dowolną formą bezsennosci.)


czwartek, 22 października 2015

--- Muzyka która płynie obok.

Gdzieś tam się pojawiał, raz ciszej, raz głośniej.
Nocą nad odrą (nawet dosłownie nad).
Pamiętam bardzo wyraźnie, stanąłem oparty o barierkę i to właśnie Frusciantym wtedy pachniał Wrocław. Łuna miasta razem z tymi punktami światem wyglądały niesamowicie. Były naturalną przeciwwagą dla ciężkiego domu w plecaku.
Ale muzyka Johna Frusciante nie wryła się wtedy we mnie aż tak mocno.
To przyszło dopiero teraz. Teraz jest nieodstąpywalna.

(A bardziej dokładnie, zostało przyprowadzone... "Love", Gaspar Noe. Film który mnie zmęczył a jego wspomnienie konsekwentnie uczyło go lubić. Teraz już wiem że film zapamiętam na długo, a  w chwili pisania tych słów jestem już na granicy uwielbienia dla no... Przynajmniej paru scen. Aż boję się pomyśleć co będę czuć na jego temat jutro.)

***

"Rozrywa serce".



John Frusciante - Before the Beginning

***

W sumie ten post powinienem otagować tylko jako muzyka. Jest jednak jakieś półtora tysiąca powodów, żeby jednak rozpatrywać go w kategorii sytuacji. Więc tak też zrobiłem.
Przyznacie, jest dużo miejsca na myśli. 

--- Na końcu zawsze zostajesz z Lwem

Nie wiem jak to powiedzieć
wiem najlepiej
wszak słowa to tylko naczynia
powietrze

Pamiętam, kiedyś
uczucie, nie słowo
mówić nie mogłem
kradłem nie swoją chorobę

Teraz nie wiem jak to powiedzieć
bo wreszcie mówić mogę
poczucie sensu, właściwość
Choć uwierzyłem, zwątpiłem w daną mi mowę

Truchleję, kiedyś
uczucie, nie słowo
spętano odległość
kilometry dano, mile

Dlatego nie wiem jak to powiedzieć
wiem, że słów powodem
uczucie nie słowo
lecz wymyte przez wode

Za głowę się chwytam, kiedyś
uczucie, nie słowo!
Lew, góra i uśmiech
ciepło, szęście i błogość

Tak bardzo nie wiem jak to powiedzieć
Kim jesteś, kim jestem
Kim jest i dlaczego
Milczę więc, choć tak daleko mi do tego

środa, 21 października 2015

--- Pestka

Jestem potworem, aniołem
Wdzięków amatorem
Amatorem zniszczeń
Jazgotu

Jestem abstynentem
Z wyboru, nie z wyboru
Z życia
I wzięte

Królewną jestem
Czekam i wierzę
Moją mam wieżę
I więdnę

Groteskowo
Zabawnie, podstępnie

Jestem w ciszy
Tu na kanapie
Z rozlanym kubkiem
Zawinięty w papier

I czekam uporczywie
Nikt nie woła,
Jedźmy mówią
Ja nie jadę

Groteskę, wstyd, swoją ucieczkę
Mam tu wyraźnie, nie jadę
Prędzej zjem pestkę
Z dzieciństwa strach, to moje miejsce

--- Aien

Nie po to bohaterem
Z nożykiem w ciemności
Ze strachem
Żebyś wracała do mnie pokonana co wieczór
I wychodziła bladym rankiem
Lecz z winem w ręku
Co winy pamięta
Bym nigdy nie zapomniał
I zawsze pamiętał
Żeś moja
Bez opamiętania za uchem włosy układać
To znak wieczności
Tę wieczność w sercu schować
Serce zamknąć w rękach
Nic więcej w plecaku nie nosić
***
(ewentualnie pióro wieczne, zabawne zrządzenie losu)
.

--- "Tak málo mám krve"

Przeskoczył cień
Rozproszył mnie
Ciebie
Sen przerwał
I oczekiwanie

Wewnątrz ogrodu
Zapowiedział dom
Jakby naturalnie
Nienaturalnie
Oczekiwanie

Krwi mi brakuje
Słów na oddech podzielonych
Jak mógłbym odejść
I przerwać
Oczekiwanie

***

I konsekwentnie trzymając się tytułu, odejdę. To oczywiste.
Jak nie bać się śmierci, kiedy zostawia się coś po co się żyło?

--- Przez ściany

Gdzie jesteś
Za zamkniętymi powiekami
O czym myślisz
Ze ściśniętymi ustami

Moja droga do Ciebie
Najbarwniejsza
Mój oddech szybki
Wolny, przerywany
Najzapamiętasz
Erotyk puszczany przez ściany
Cztery miesiące
Dla wszystkich miejsce
Świat na zawsze oddany

Gdzie jesteś
Za ściśniętymi ustami
O czym myślisz
Z zamkniętymi oczami

--- Radioodbiornik

Tak, ze wszystkich które dotąd napisałem, choć nie uważam aby był najlepszy albo chociaż najładniejszy - ten jest ulubiony.
Nie stoi za nim żadna kobieta, żadna strata, żaden ból, żadna podróż, niepokój, podniecenie ani nawet ambicja.
Jest tylko chwilą. Moim momentem.
Jednocześnie pochodzi z czasów, kiedy koty u babci były jedyne na całym świecie i z tych, kiedy tylko się to wspomina. Chwila jest tylko tym jak ją odczuwasz.

***

Koty dnia nie lubią
Kiedy wyjadają im
Koty nocy
Sen

Za dnia widać więcej
Ale słychać mniej

Koty nocy dłubią
Przy radioodbiorniku
Będzie swobodnie
Gdy słońce zajrzy w sień

Inne jest na co patrzy księżyc
Inne są blachodachówki

--- Kłamstwa różne

Niewinność to brzydka cecha
Winnych oskarża
chociaż mało ma do powiedzenia
Lepiej z winem podchodzić do ołtarza
opłatkiem istnienia

Szalona na punkcie twojej miłości
szalona na punkcie twojej straty
zakochana tylko kiedy boli
w pełni oddana
podnieca się w tej niewoli

Tęsknią tylko Ci, którym przyjdzie być daleko
Kochać - co miłość odrzucili
Nienawidzić - Ci co kochali
Żyć jedynie tacy co kiedyś umarli

Siedzę na brzegu rzeki
i liczę twoje palce w pamięci
Nieparzyste to wolność, parzyste kajdany
Wynik znam, od ręki

--- Moment

Chłopców kłamiących o swojej przeszłości
Fałszywych zwycięzców
Siłaczy, niebanalnych osobistości
I wędrowców kłamiących,
I całe kłamiące domy
Minąłem i dalej

Nie ta ulica, nie to drzewo
Nie ta stacja, nie dziś
Poznaje wszystko
Śpiewam gdy nikt nie słyszy
I myślę, że moje miejsce gdzieś tam jednak jest
Tym ciepłym asfaltem smakuje wieczór wiosenny
Piach nocny na chodniku przed bramą
A brama tak ważna, drewniana modelka
To tu będziesz z wierszy
Tu będziesz na pewno.

Suki z biur ze stolicy
i kurwy z ulicy sromotnie przegranej na rzecz hołoty
gnojki z podstawówki
Podrostki kandydaci
piękne dziewczyny z dnia pierwszego wrocławskiego
Rozwiązłe dziewczyny z krakowskiej kawalerki
Nie tego pragnę skrycie
Nie ma wieczności w chwili, która przemija tak pięknie
Nie ma "na pewno" w tym "może"
już wiesz
i zawsze wiedziałeś
wieczność znaleziona
w tym słowie
świadomość nasyci
Odpowie.

--- Była

Nie jestem teraz tak pewien jak oni
już miała mi pękać głowa
lecz zobaczyłem Cię za oknem
obietnica zła jest też obietnicą dobra
Spokój zachowam
Przechowam pieczęć
Utrzymam się, lecz nie wiem

Wiszę jakoś rozpięty
Wysoko nad ziemią pozorów
Prawdy dotykam - nie puszczę
Wiem, że nie dla mnie Ogrodowa
Jaki to dom, gdy zapytany
Odpowiadam: "w plecaku"
Powiem jeszcze, że mój
Całym życiem wybrany

Wiję się więc, szarpię i płonę
A spłonąć nie chcę
Bo dotyk twój, chociaż słowo
To ogień, pasja moja, słabość. W ogniu stojąca troja
Schody do nieba tak blisko mnie
Ty która zawsze dostaniesz to czego chcesz
Jedność wszechświata, melodia przedramienna
Jakoś tak rozpięty, toczę się tożsamością kamienia

--- Samotność

Nie wszystkie wiersze należy opisywać gdzie powstały. Czasem nie ma to zupełnie znaczenia, a czasem jest to zbyt osobiste.

Ten ma dla mnie wyjątkowe znaczenie również ze względu na miejsce narodzin
Była to noc spędzona na Preikestolen (Norwegia). Piękna skała nad fiordem.
Za dnia straszy rzeszami turystów, zaś nocą zamienia się w najcudowniejsze miejsce rodem z romantycznych opowieści podróżniczych.

Poznałem tam dwójkę świetnych gości z Niemiec (Dzięki za patent na norweską owsiankę) Przeprowadziliśmy naprawdę wartościową rozmowę o tym jak często i łatwo tracimy cenne chwile w życiu próbując je uwieczniać. W końcu najłatwiej jest stracić czas szukając wieczności.

Nie przychodź do mnie
W tę czystą noc
By dać błogosławieństwo bliskości
W zamian daj przejrzysty kryształ
Moją własną duszę
Co zalęgła się w tej
Zaniedbanej samotności


--- Ściana

Dławię się
Mam dobry humor tylko się dławię
Czuję się dobrze tylko cierpię
Nawet nie chcę umierać
Po prostu tak już jest
Chwilowo to klaustrofobia
Chwilowo to serce
Miło że jest
A że boli? To strata niewielka
W końcu mamy jesień
I w końcu deszcz
W końcu mijając siebie
Mówimy "cześć"

--- Droga

A to jest kochanie czar
To jest choroba
To jest zapach pociągu
Twoje nogi przejdą tym zapachem
Daleko
To jest zapach obcego deszczu
Zapomnisz swój własny
Za to jej wszędzie rozpoznasz
Z plecakiem na ramieniu
Będziesz sam od siebie odchodził
Bez niej dochodził
Oto via electi
Kto raz wyjdzie
ten nie wróci
Zapachem przesiąknie bezwonnie
Bezwolnie
Wyzwania już nie odrzuci

--- Niezasypialnie

Rodzę się gdy słońce zachodzi
W wątpliwość się wradzam
W kończynę
W tomik wierszy na podłodze
W twoją głowę
Rodzę się gdy oczy zamykasz
Zasypiasz
Kiedy w ciemności
I w ciszy sam zostaje
Się zdradzam
Za twoimi plecami
Czuję ich zapach
Rodzę się aż świt wstanie
Niezasypialnie

--- Mgnienie

Jak zawrzeć ten ruch za oknem
W mgnieniu oka minięte
Światła
Domy - początki i końce
Całe światy
To wszystko co ma ma swoje miejsce
I adres
Stukot kół pociągu
Pęd powietrza i łzy
Których tak naprawdę nie ma
Pociąg jedzie cicho i łez nie widzę
Na chwilę pękł porządek
Wytrysnął historią
Która z pozoru nie istnieje
I tak jak łzy wyparuje w tym pędzie

--- Kat

Właśnie pogrzebałem swoją porażkę
Stoję w kolejce przed katem
Nie mam już nic
Nie wiem czy do stracenia

--- Szczury

Dzwony biją nam w głowach
Ukrywam niepewność
Oddycham myślą
Co może się stać

Ogień na stopach
W żyłach trucizna
W rękach mam szansę
Na ramieniu bliznę
Oddycham myślą
Co może się stać

Bo kiedy stoisz tak przede mną
Właśnie tutaj właśnie teraz
Nie wiem nic na pewno

Chociaż ogień na stopach
A w żyłach trucizna
Przed sobą mam szansę
Na ramieniu bliznę
Oddycham myślą
Że może się stać

Dzwony biją nam w głowach
Ukrywasz niepewność
Oddychasz myślą
Co może się stać

Dzwony biją nam w głowach
Właśnie tutaj właśnie teraz
Nie wiemy nic na pewno 
Choć to może się stać

Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie
Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie
Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie
Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie

--- Mała Louise

Mała Louise patrzy na mnie
Mała Louise nie wie czego chce
Nie jest taka silna, w środku drży
Chociaż potrzebuje, cicho klnie
Nie wie czy chce kochać
Czy po prostu wyjść
W środku dręczy ją rozdzierająca myśl

Napotkane obecności w ludzkiej samotności
Przecież mają jakiś sens
Ślepe uliczki pozornej bliskości
Trwają tylko teraz tylko tu
Ręce które chłoną teraz kształt tej łagodności
Na koniec potnie o krawędź snu

Od wczoraj dzieli nas ta noc i następny dzień
Mała Louise nie wie czego chce
Tak dobrze zna mój zapach
Jednak wciąż się boi wejść
Mała Louise teraz tonie w swoim śnie
Jutro będzie wierszem - dzisiaj leży obok mnie

Mała Louise nie wie czego chce
Patrzy na mnie
Wtula się w ten moment
W myślach cicho klnie

--- Zostawanie

Na chwile odejdziesz, żeby zgasić światło
Zostanie po Tobie pustka i pamięć
Wszystko co po Tobie mam
Na chwilę
Świadomość, że wrócisz mnie koi
- nie koi
Na chwilę
Wstaniesz, zeby napić się wody
Na chwilę
Zostanie po Tobie ciepły ślad
I pamięć na którą pójdziesz po ciemku do kuchni
Muszę przyznać
Że udomawiasz mnie tym zostawaniem
Nawet gdybyś zdecydowała się zapalić
Na chwilę
Zostałabyś w łóżku

--- Jesteś.

Jesteś punktem
I wiem że będziesz
Dokladnie tam gdzie się schodzą
Moje linie

--- 10.19 am

Bilet w wewnętrznej kieszeni. Tak, mam tam kieszeń. Stoisz naprzeciwko mnie. Patrzę w twoje oczy i słowo daję, nie uciekam. Mogę się skupić i nadal w nie patrzeć. Staram się uspokoić, ale to nie uda mi się już ani razu tego dnia. Ani patrząc na góry za oknem, ani pisząć kolejny wiersz, ani zrywając plakietkę z kolejnego piwa wieczorem.
To się musi tutaj skończyć. Właśnie o 10.19, bo jak inaczej?
Na chwilę skrzyżowały nam się światy, ale światy tak inne, że nawet mówią innymi językami.
Uporczywy brak obietnicy ani zła, ani dobra to naturalna konsekwencja wszystkiego, co przeżyliśmy. Oboje sobie z tego zdajemy sprawę i oboje to akceptujemy. Staramy się spokojnie czekać, raczej ogrzewając się nawzajem, kiedy leżysz wtulona, a ja czytam Poświatowską. Jest w tym coś z miłości, tylko takiej, co często marznie od wiatru. Nie możemy tego zmienić.
Oczywiste, że to się skończy o 10.19.
Jeszcze widzę, jak stoisz i patrzysz. Widzę, jak się odwracasz, chyba wcale nie sprawdzasz godziny odjazdu. Przecież ją znasz. Być może tylko mi się wydaje i wcale nie masz szklanych oczu.
Zabieram ze sobą coś, czego bardzo potrzebujesz. Coś, czego nie dadzą Ci kochankowie i myślę że właśnie dlatego tu stoisz i jeszcze patrzysz. Najchętniej bym Ci to zostawił, gdyby tak dało się wydrzeć sobie serce i ręce nauczone układania włosów za uchem...
Nie wiem, co myślisz, ale przyznaje że samemu też nie mogę zebrać myśli do jakiegoś logicznego porządku. Patrzę na Ciebie i ze strachem czekam aż pociąg ruszy. Spodziewam się jakiegoś trzasku, przełomu albo chociaż gwizdka. Może było by mi łatwiej gdyby był.
Ale pociąg rusza gładko i cicho, prawie niezauważalnie.

Mam szczęście do miłości, o której łatwo powiedzieć, że trudna. Zbieram się w sobie i wracam powoli do codzienności. Zdecydowanie lżejszy o ten wybuch wytęsknionych emocji.
Kocham Cię tą pogrzaną miłością, gdzieś pomiędzy przyjaźnią a namiętnością, miłością trochę na smyczy i trochę krnąbrną. W sumie staram się nie szastać własną pewnością i słów też nie rzucać za bardzo na wiatr, ale czuję, że jesteś.
A to chyba najwięcej ile moglibyśmy z tego mieć.
Być.