Etykiety

piątek, 30 sierpnia 2019

Nie pisze a żyje

To były totalnie burzowe chmury
A muzyka miała w sobie głęboko zakopany sentyment
Trup
i
Trip
Perwersja emocjonalna
Jazda slalomem
Między wierszami

środa, 28 sierpnia 2019

"... na rondzie jest okrągło, most
spełnia dziś funkcje mostu doskonale, księżyc
dokładnie taki, jaki widzę - myśląc
księżyc. Och, czy to nie za dużo? Nie za dużo, przecież
s a m t e g o s o b i e d z i ś n i e z r o b i ę, słyszysz?"

Jak zawsze bezbłędny Marcin Świetlicki

wtorek, 27 sierpnia 2019

***

Taka sytuacja.
Siedzimy w aucie, 140 na liczniku. Wreszcie, bo wieczorem był duży ruch.
Teraz już noc, księżyc świeci z lewej. Jest sierpem. Pięknym.
Oczy się lekko zamykają, ale zarówno ja jak i samochód do rezerwy jeszcze trochę mamy.
Mówię Ci, żebyś się przespała. Siedzisz obok, i wystarczy mały ruch ręka, by dotknąć twojej.
Mogę całą drogę zrobić nie zmieniając biegu.
Nie ma lepszego miejsca na tym świecie w tej chwili niż wlasnie tu.


Pierwszeństwo

Jestem pociskiem
Pijany człowiek strzela
Zupełnie wiem gdzie lecę
Trafiam jak zawsze
Niemalże

A Ty przyjmujesz mnie w swoje ręce
Gładkie i ciepłe
Za Tobą stoi wszystko i
Mój niepokój ustępuje Ci
Pierwszeństwa

Jestem furią
Nierówną i nieregularną
A jednak
Nigdzie tak kojąco
Jak tu

wtorek, 6 sierpnia 2019

Trwać (Nie "Jakkolwiek")

Ta pusta kartka jest strachem
Skrytym głęboko w sercu
Bo jak zawrzeć
w kilku słowach
nawet najlepiej ze sobą połączonych
ten jeden oddech
głębszy niż zwykle

Ty wiesz

To jest już jasne
Jak zakończyć wiersz
Który cokolwiek zaczyna
Jak rozpocząć wiersz
Który cokolwiek kończy

Więc jak zawrzeć
w kilku słowach
Najlepiej ze sobą połączonych
ten jeden oddech
Znacznie głębszy niż zwykle

Wiesz...

I jak trwać ten wiersz
I wejść w niego całym
I mieć go obok
Kiedy się śpi

Nie zaczynać go
I nie kończyć
znać go na wylot
I nie znać w ogóle

Błogo o nim myśleć
I nawet gdy nie ma go obok
Czuć go blisko
Żyć z wierszem

I nawet kiedy na chwilę przestanie się być
Poetą
Trwać wiersz

Ta pusta kartka jest strachem
Skrytym głęboko w sercu
Jak zawrzeć
w kilku słowach
Najlepiej ze sobą połączonych
ten jeden oddech
Najgłębszy ze wszystkich

I trwać wiersz

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Artysta II

I co ja mam teraz z tym zrobić
Zapytał
Gdyby tylko mógł
Zrobił by wszystko

Papieros dogasał w popielniczce
powiernik intymnych pocałunków
zawarł w sobie wszystko czego zabrakło w słowach
i spłonął

I co ja mam teraz z tym zrobić
Zapytał
I spłonął
Gotowy zawsze płonąć

czwartek, 1 sierpnia 2019

Artysta

I co ja mam teraz z tym zrobić
Zapytał
Gdyby jeszcze mógł
postarzał by się bardziej

Papieros dogasał w popielniczce
powiernik intymnych pocałunków
zawarł w sobie wszystko czego zabrakło w słowach
i spłonął

I co ja mam teraz z tym zrobić
Zapytał
I spłonął
Znowu

poniedziałek, 29 lipca 2019

Po czytaniu

Gość napisał że się zmaga
I że ona pyta
Że się pieprzą
I o obrazie napisał
Że ktoś nie dał rady go zetrzeć

Wyczytałem ten smutek
Olbrzymi
Narastający
Dialog wzajemnie obcy
Ludzi oddzielonych coraz bardziej obcym
Życiem

Widzę wyraźnie
Te powierzchowność przygniotła bijące źródło
Świeżej życiodajnej wody
Jak ruina starego domu
Wyrok

A może w tym już nie ma smutku
I samotności
I nic w tym nie ma
Może to tylko pustka została i w końcu i ona się skończy
Też o niej pisał

Jestem zaskoczony i rozczarowany

to nie jest ich problem

W prasie comiesięcznej
Pojawił się artykuł
„Jak poradzić sobie z nerwami”
I napisali
Trochę mądrych słów
Czasowników i interpunkcji
Sprawdzonej przez trzy instancje
Dali nawet jakieś zdjęcia
(Jakby zdjęcia miały coś pomóc)
Pełen profesjonalizm

Być może przez przypadek
Jakieś nieistotne zrządzenie losu
Kartka im spadła za biurko
Albo przylepiła się od spodu
Innej
Pominęli wariant
W którym czuje się każdy organ we własnym ciele
W którym prawie się nie da jeść ani spać
A świat rozlatuje się na kawałki
I jednocześnie kompresuje się nieznośnie
Do rozmiaru drzwi ewakuacyjnych
Których się nie da otworzyć

Rozumiem jednak
To przecież nie jest ich problem
Zrobili co mogli
To nie jest ich problem


Mistrzowi.

„Nie śnij się. nie śnij. W którymś śnie się utop
tak ostatecznie i nie przyśnij już się.
Robisz mi nieporządek w chaosie. Aż muszę
zaraz po przebudzeniu kląć bezgłośnie, żeby
ciebie odpędzić. Do mojej przeszłości
wprowadzili się obcy, nawet nie wiem kto,
leżą przy tobie na tapczanie, sprawnie
- uczciwie za drzwi wypychają, tak że
to nie jest teraz moja przeszłość. Dzisiaj odwilż.
I wszystko cieknie. Wszystko cieknie.
Niszczeją wszelkie trwałe formy.
Budzi się z zimy rozedrgany ustrój.”

Marcin Świetlicki.

Nawias

Zawsze taki byłem, nigdy nie umiałem iść tam gdzie inni
nigdy mi nie było po drodze
Ja już taki jestem że skomplikuję nawet proste rzeczy
Nie umiem się w tych prostych rzeczach poruszać
tak żeby czegoś nie stłuc
Nie dotknąć tego czego nie należy dotykać
Nie myśleć tego czego nie warto myśleć
Panie Michale 
Mówią
Pan niech żyje bardzo
Tylko po co skoro ja już nie żyję
Mówią niech pan odpoczywa
Kiedy ja żyję
Po co pan pisze pytają
Ja przemilczam
Że po to by to przeczytała
I przemilczam
Że modlę się żeby tego nie przeczytała
I że nie wiem tak naprawdę
Bo to jest jak wołanie w pustkę
Jeszcze bardziej beznadziejne
Niż nie wołanie nikogo

Mój podmiot liryczny zniesie dużo
i dużo znosi
Ja się dużo rozpisuję
I mogę dzięki niemu rozpisywać się o rzeczach które nie są prawdą
I poukrywać w nich prawdę
I o rzeczach które są są prawdą a ukrywać w nich fałsz
I mieszać to dowolnie
Mój podmiot liryczny może współodczuwać ze mną
Wiem wtedy co czuje
Rozumiem go i tkwimy w tak głębokiej relacji
Opartej na zaufaniu
W kłamstwie i szczerości

Na wzajemnym zagubieniu w świecie którego żaden z nas nie czuje

Na wzajemnym wpatrywaniu się w burzę
Z nadzieją, że w oku tego cyklonu
Jest spokojne miejsce
Które mimo całej bzdury było by ukojeniem


niedziela, 28 lipca 2019

285

Moknę na przekór wszystkim
W pełnym słońcu
Mdli mnie i pluję tą jesienią
Co się zdarzyła na wiosnę
I wszystkim co mi spłowiało
Każdym zbolałym organem
Stoję w tym niechceniu
I moknę
Bo po co
Ani nawet dlaczego
Nic się nie liczy
Wszystko co dotąd było
Zniebyło się doszczętnie
Spopieliły się wartości
I zbeznamiętniały
Chociaż stoję i moknę
Dojrzałem jak skoczek
Co ostatni raz skacze z okna


sobota, 27 lipca 2019

M.

Ja
Nie żyje
Nie umarłem
Kurewsko się o wszystko boję
O nic się boję

Potrzebuje prostego
Ale muszę płacić trudnym
To więcej niż umiem sobie wyobrazić
Projektant spierdolił tą sprawę
Do cna 

To więcej niż ktokolwiek mi obiecał
Ja stoję w grząskim
I palę papierosa
Który tak bardzo szczerze mi
Niesmakuje




środa, 15 maja 2019

Jak wiemy, ekstatycznie piękna.

Każdy ma swój wszechświat
I swoje pianino na którym gra
Każdy powinien mieć
Swoje miejsce i czas
Kogoś
Za kim może tęsknić
I kilka uziemiających wad
Horyzont zdarzeń
I plan

niedziela, 31 marca 2019

Pierwsza noc przy otwartym oknie tego roku

I wreszcie mam tytuł dla utworu który prześladuje mnie od lat.
Jest 5 rano, ptaki się odzywają. Po zimie ten jazgot jest przyjemny dla stęsknionego ucha.
Czuje się jakbym topniał z formy zamarzniętego posągu. I to nie do końca ma związek z ledwo skończoną zimą.
Człowiek może płonąć od środka, ale jeśli ogień nie ma ujścia, kontaktu z żywym światem, jest jedynie błyskawicznym wspomnieniem. I wszystko co zamarznięty przeżywałem było pozbawione ataku. Wchodziło gładko i odchodziło. Było nieodczuwalne w sferze emocjonalnej.
Bardzo mi z tego powodu przykro, bo to był dobry czas. Warty odczuwania z pełnią skutków.



piątek, 8 marca 2019

Kilka tygodni temu powiedziałem to na głos.
Byłem tak głęboko przekonany o tym, że wiem kim jestem. Miałem jakąś wizje tego dokąd idę.
Nie mam. 

W końcu dotarłem do tego przedziwnego miejsca życia w którym, przyznałem się sam przed sobą, że tak naprawdę nie mam pojęcia kim jestem i w jakim kierunku próbuję podążać.
I choć brzmi to jak nie najlepsza rzecz jaka może się przydarzyć człowiekowi, To nie odczuwam tego jak coś złego, chociaż to wielka, przytłaczająca przestrzeń, która uniepewnia.

Czuję się nowy i nie umiem siebie.

Muszę się wszystkiego nauczyć od nowa. Uważniej niż dotąd.

Ludzie są popieprzeni. Nie chcę nikogo oceniać personalnie (A może...), każdy podejmuje decyzje, czasem lepsze dla siebie, czasem nie. Ale wszyscy jesteśmy popieprzeni.
Trudno tak naprawdę odnaleźć to, czego się naprawdę chcę. Biega się po życiu jak po palącym się domu, i łapie się rzeczy, które w danej chwili wydają się ważne. To nawet nie jest do określenia, zaplanowania. Zawsze po drugiej stronie jest zupełnie inna świadomośc. A to kim się jest okazuje się po a nie przed.

Po a nie przed. To istotne.

Jest w życiu trochę poezji. Nie takiej zgodnej, grzecznej. Nie takiej jakiej nas uczą. Nie dostosowanej do czasów. Afirmacja zawsze wyprzedza wszystko co nas otacza. Idea samej poezji to list w butelce do odbiorcy, który jest nieokreślony. Niespodziewany. Który zwykle pozostanie nieznany.
I nigdy nie jest udana. Spełniona. Właśnie taka jest prawdziwa poezja.

I to jest właśnie to. Niemożliwość opisania, wieczna walka z uczuciem, poczuciem chwili, tak jak z poczuciem siebie, albo chociaż poczuciem kierunku w jakim się zmierza.
Wszystko sprowadza się do tego ulotnego momentu, który próbujesz złapać za jaja, i spędzasz godziny próbując namierzyć jego kształt, fakturę i cokolwiek co pozwoliło by chwycić.
Bezskutecznie.
I kończy się tym, że człowiek siedzi pijąc kolejną butelkę wina, paląc ostatniego papierosa z paczki i zastanawiając się czy ...