sobota, 25 listopada 2023
poniedziałek, 20 listopada 2023
Dawno nie słyszałem tego charakterystycznego dźwięku kruszenia się śniegu pod butem.
Z początku staranna próba unikania błota świadczy o pewnym odzwyczajeniu.
Potem przychodzi jakaś podświadoma akceptacja. Przemoczone buty już nie przeszkadzają.
Przemarznięte ręce zaczynają odtajać w kieszeniach. Oswajasz się.
A głowa wręcz pragnie ocierać się o ośnieżone gałęzie.
Kiedy ciało poczuje choć lekką woń tego uczucia, zaczyna wyrywać się aby czuć bardziej, więcej, mocniej.
Oby padało jak najwięcej. Oby mgła wzeszła jak najgęstrza. Oby wiało.
Oby jak najbliżej tej dziczy.
Skoro ciało to i emocje można wywietrzyć. Pobawić się nimi. Poobracać w palcach.
Chciałbym, żeby prościej było je poukładać między nie chcę i chcę. Między potrzebuję i nie. Między akceptuję i nie akceptuję.
Co jest moim soft limitem, co jest twardym, a co wręcz przeciwnie.
Sprawczość to nie tylko rurki z kremem. Chłopczyk z zapałkami i papierowym świecie.
Ale nie jest mi prosto. Choć jest już lepiej.
I teraz po spacerze także lżej, mimo braku konsensusu.
Minęło już kilka miesięcy i widzę ile się zmieniło.
Moja pewność siebie powróciła. Poczucie tego kim i gdzie jestem stało się realniejsze.
Wróciła mi wrażliwość i coraz mocniej czuję potrzebę odczuwania.
Kompas, cholera. Bez niego wszystko jest do dupy.
Uczę się stawiać granice i akceptować swoje ograniczenia, chociaż to trudna rzecz.
Zwłaszcza, że wiem - niektórych nigdy nie zaakceptuję.
Pewnie zawsze będę swoim największym przeciwnikiem. Fajnie było by zacząć szanować tą walkę.
I jak to zwykle na spacerze. Zabłądziłem. Nie będę się teraz cofał - jest tu trochę ścieżek których nigdy nie sprawdziłem.