Etykiety

piątek, 13 listopada 2015

--- Royal Blood

A dobry kawałek rocka to jednak dobry kawałek rocka.
Mięso jest tutaj na poziomie.

[Royal Blood - Little Monster]

***


czwartek, 12 listopada 2015

--- Soen

Tak, kalka Toola, aż do bólu.
Muzycznie nie jest źle, tylko zupełnie nihil novi.
"Z braku nowego Toola, i Soen Toolem?"
Nie wiem. Na razie słucham.
[Niezależnie od ostatecznego odczucia, dziękuję Bartkowi za info o kapeli.]

***



wtorek, 10 listopada 2015

--- Light in Babylon

Moja miłość do nich jest wielka jak norweski płaskowyż. Całym sercem.
Light in Babylon - poniższy kawałek to "Hinech Yafa"

Enjoy.

***


poniedziałek, 9 listopada 2015

--- Lamb

W odpowiednim momencie i w odpowiednim miejscu, bywa idealna.
Lamb - Backscape Unwind (Album)

***


niedziela, 8 listopada 2015

--- Death in Vegas

Kolejna odsłuchiwana płyta. Już nie taka młoda, a mnie wciąż zachwyca co jakiś czas.
Death in Vegas - The Contino Sessions

***

--- (Nawias nr 3)


("Musisz czuć swoją kwestię")


--- Powróz

To kwestia kultury osobistej
Niejako jednostajnie
Poduszka bezpieczeństwa
Na twarzy

Niezbyt skutecznie
Krok od światłości wiekuistej
Nikogo nie interesuje
Że zakwitłeś

To kwestia wychowania
Wszystkie dobre maniery
Lista błędów
Które wolno Ci popełnić

Serce na smyczy
Ręce na uwięzi
Ból zaplanowany
Rozgrzeszenie przy spowiedzi

Rodzić wolno się tylko raz
I umierać
Kwiaty wolno w wazonie
Na poczet wspomnień

Między czytaniami
Tkwią teraz korzenie
Bulwy między nami
Nie pejzaż tylko grunt

I nie człowiek
Krócej teraz - on
Jak linie to proste
Podróż już tylko "do"

To kwestia fundamentalna
Uważaj na to co myślisz
I nie wychodź za płot
Bo tam wilki i las

piątek, 6 listopada 2015

--- Skrzydła na wiatr / część trzecia

Z daleka się dzieje
Księżyc! wołam
W przestrzeni nie mam imienia
Księżyc mnie woła
Wołam księżyc
Odpowiadam

czwartek, 5 listopada 2015

--- Znam ją

Znam. Od dawna.
Ale nie podobała mi się i nawet nie próbowałem jej słuchać.
Może nie lubiłem jej głosu? Może ten styl muzyki mi się kiedyś nie podobał?
Wiem tylko, że teraz jest zupełnie przeciwnie.

(Maleństwu należą się podziękowania)

W ramach post scriptum -  etniczną muzykę lubię bardzo. Towarzyszy mi całe życie dotychczas i prawdopodobnie będzie tak do jego końca.
Różne pochodne takiej muzyki również. Nawet jeśli mi się nie podobają, to mimo wszystko zwracają uwagę. Mam nadzieje, że uda mi się jej przeoczyć w życiu jak najmniej.

***


--- Brud

Manewry na morzu pozorów
Wojna której nie ma
Jest wojna
Nikt już nie uniknie poboru

Ludzie umierają
Chociaż nikt do nich nie strzela
To ten jest dobry to tamten
Zły to proste

To już nie kraina deszczowców
Chodnik bardziej
Właściwie też już go nie ma
Szpiedzy i zdrajcy – wszystko się zmienia

Między nami wojna
Coś jednak zostało w pamięci
Wiemy że gdybyśmy nie zadali pytań

Zostalibyśmy pominięci

--- Oddalanie

Noc
Moja miła
Ślepiec wskazuje przełęcz
Moja droga
Moja piękna
Kręta

Znów mi uciekłaś
Oddalanie
Ruch święty
Ruch planet
Przyciąganie
Zapamiętaj

Pamiętam
Noc moja droga
Jak krew
Horyzont - nie zaspokojona
Miłość nomada
Samotna nietknięta

Nigdy nie oswojona

środa, 4 listopada 2015

--- Erozja

Moje cieło to klatka
Ulice latarnie świetlne lata
Chcę więcej dom
Uspokój chodź

Moje ciało
Taki prosty materiał
Kruszę się łamię
Rozpadam

Ty i ja
Eroduję
Erodujesz

Sypiesz mi się w dłoniach
Najczulszym nawet
Dotykiem Cię kruszę


Moje ciało to klatka
Ulotna myśl płochliwsza od ptaka
Zostaje nam więc erodować
By nasz piach się mieszał

U naszych stóp
Wspólny nam kiedyś usypie grób
I wspólną nicość
Prawdziwy ślub

--- Sekret

Centrum wszechświata
Widzę stąd
Dostrzegam
Gdy wychylam głowę
Staje na palcach
Zza przestrzeni wyglądam
Podniecam
Mojej ciężkości punkt
Którego sięgnąć nie mogę
Sekret odkryty
Powracam więc
Odchodzę

wtorek, 3 listopada 2015

--- Niezmartwychwstawalnie

Skrapla się ciepło przy moich dłoniach
Jestem przez chwile
Białym obrusem
Odświętnym
Dla ojców proroków
Wyimaginowanych
Dotkniesz mnie
Zjesz na mnie
Odczujesz kanty wyprasowane

Lewostronna uczciwość
Szczera lecz płonna
I choć Cię w brzuch dotykam
W stopy ręce
W zakazane wzgórza
Tak piękne
Pragnę
Spijam szaleje zawrotów dostaje
Tak płonę fatalnie
Wychodzę przed wejście
i ginę tam umieram
Niezmartwychwstawalnie

--- Imię moje

Bezdomni znają me imię
Brudne moje imię
Imię moje śpi obok
Obok mnie czuwa

Nakradłem w życiu
Imię moje kradzione
Kradziona gitara
Imię moje nie płacze

Moje imię puste
Nic nie znaczy
Nie pomaga
W pociągach nocuje
Przed słabością się wzdraga

Bezdomni znają me imię
Znoszone moje imię
Moje imię nie mówi nic
Mitomanią się brzydzi
w mitomanie popada

poniedziałek, 2 listopada 2015

--- Skrzydła na wiatr / część druga

Wołam.
Ja
Pan z wiatru
Talizman oczekujących
Wołam
Ostateczny
Nienasycony po wieczność
Pamiętający
Wołam
Wiatr porywa me słowa...

--- Skrzydła na wiatr / część pierwsza

Odliczam do trzech
Trzynastu potem do pięciu
Stawiam skrzydła na wiatr
Odlatuję oddaje się i trwam
Orkiestra mi gra
W głowie mi gra
W sercu

Wtapiam się w ruch
I w świadectwo jego
Nasycam się dźwiękiem
Chociaż trzymam Cię za rękę
Nie zjednoczę się z sobą ani
Nie zjednoczę się z Tobą maleńka
To zbyt odlegle nam trwa

niedziela, 1 listopada 2015

--- Po wszystkim

1, 1, 2, 3, 5...

***

Świat
Płonie
Spokojnie
Nieczysta dusza
Przekonana
Opuszczasz
tamten
cień

--- Bezszelestność

Skrzynka z zeszytami: rok 2008


Nie jestem nim zachwycony jako wierszem, bo jest kiepski. Za to bardzo podoba mi się jego treść .
Kiedyś podejdę do niego z dłutem i może sklecę coś ładniejszego.

***

Mieszkanie to było puste i ciemne
Okna na oścież pootwierane

Gdybyś tylko mi powiedziała
Pozwoliła się dotknąć
Dłoń podała
Lecz Ty

Stąpałaś delikatnie
Stąpałaś bezszelestnie
Lekko jak wiatr wieczorny
Gdzieś między nie wiem a wiem

Tylko ta cisza
Cisza nocna
Nie mogłem się ruszyć
Bo zniszczył bym ten spokój

Jestem zbyt ciężki
I zbyt mało bezszelestny
Jeszcze pewnie nieraz się pokażesz
I niejednej nocy

Mała nie śpi wiem
I uczę się powoli
Zarówno płakać jak i niemieć
Uczę się bezszelestności

Gdybym tak mógł
Po prostu podejść i znów Cię poczuć
Muszę się tego nauczyć
Twojej bezszelestności

--- Rytm który ma coś wspólnego z życiem.

To cudo poznałem dzięki Eli, całym sercem polecam każdemu.
Dla mnie jeden z najważniejszych kawałków muzyki jakie znam.

***



Paolo Nutini - Iron Sky

--- Krąży tuż za emocjonalnym horyzontem.

Jak w tytule.
Wróciłem od Anny bogatszy o Marka Olivera Everetta.

***


--- (Nawias nr 2)



(Really?)

***


--- Prostota i nieociosanie

Za właśnie prostotę i nieociosanie to wykonanie uwielbiam.
Muzyka robiona tu i teraz, garażowo, akustycznie, na żywo, na jednej gitarze albo po prostu na szybko zawsze brała mnie z wyjątkową łatwością.

***



Glen Hansard - Lowly Deserter

--- Akustyczna medycyna

Skrzynka z zeszytami: rok 2007

***

Nie ma wyjścia
Nie ma słów
Gdzie są myśli
Uciec znów

Nie ma wyjścia
Nie ma słów
Znaleźć siebie
W akustycznej

Medycynie snów

--- Będę trujący

Skrzynka z zeszytami: rok 2009

***

Uciekam i rzężą mi płuca
wypluwam zęby
Niszcze ściany i walą się budynki
Ciebie też zabije

Póki goni mnie twój szept
Nie zamienię się spowrotem w człowieka
Bestią będę
Będę trujący
Będę snem

Potem.

Nigdy już nikt i nikogo
nie ona nie pozna mnie
już moje mięso będzie śmierdzieć
dusznością strachem i

Krew urojona z oczu i uszu
Przy śniadaniu, przy spacerze
Leżąc w trawie szukając gwiazdy
Którą kiedyś sam sobie obiecałem

Gdy Cię już dotknę

Leżysz rzucona w kąt
Wciśnięta między książki
I tuz za łóżkiem
Razem z twoją bielizną zapomnianą

Ja to wszystko wiem
Zbyt dobrze pamiętam
To ile piw możesz wypić
I którą brwią lepiej ruszasz

--- Pokrzywa

Dusza niech będzie przeklęta
Nieznośna niewinność
Piekłowstąpienie
Przy ogniu najświętszym panna dziewiąta

Barwy na twarzy
Pot i kosmyki
Oddech indiański
Wiatr i pokrzywa

Wyczuj mnie mówi włosy wyrywa
Wyczuj do cholery zdobywaj
Święto słabości święto bębna
Święto żywej krwi wypitej do sedna

Ruch płomieniem brany
Wokół ognia tańczony
Niech ten taniec umiera
Z każdym uderzeniem niech żyje swój krzyk otwiera

Niech się walą wspomnienia
Fermentuje świadomość
Kły we krwi niech błyszczą
Niech miota ruch w ogień aż wilki wypuszczą

Ciemność niech straszy
Bo w ciemności najstarsze są bestie
Wrzaskiem niesiona chwila
Na wieczną przestrzeń

--- Dym

Skrzynka z zeszytami: rok 2009

***

Zrozumiesz -
- Dokąd biegniesz nie ma nic
Dalej będziesz biec
Rozumieć dalej
Nic się nie zmienia
Tylko dlatego że chcesz
wszystko tonie we mgle
zaczekaj zniknij odpuść zejdź

Nie stracisz zmysłów
Rozsądku tak łatwo
zawsze będziesz
Mieć wczoraj i jutro i
Nie mieć - wszystko może być i chce

Ściana zamazana
Książki na podłodze
papieros nie smakuje w ogóle
Dym

Klatka zaszczana
Słuchawki drgające
Przenosisz się na inne piętro
Sen

--- Wciąż inny

Skrzynka z zeszytami: rok 2009

***

noc to sen
krew to życie
dzień to treść
wciąż inna

droga to sens
cel to gdzieś
iść to chcieć
Mieć to tak naprawdę być

Możesz sam być kiedy chcesz
zawsze inny zawsze gdzieś
ile razy zmienisz treść
nim zrozumiesz sens?

środa, 28 października 2015

--- Krótki wiersz o człowieczeństwie, filozofii, życiu, miłości i marzeniach

Choć może nie wygląda, ja ten jeden wers rozpatruję zdecydowanie i bez wątpliwości jako ukończony wiersz.
Żadne słowo więcej nie ujmie tej myśli bardziej, lepiej, dosadniej, subtelniej...


***

Wyśpiewaj sobie dom.

--- Lotki

Zamykam oczy dym z ust ulatuje
Chcesz wiedzieć kim jestem?
Nędznym...
Może ja chce wiedzieć kim jesteś
Albo chce byś Ty

Chce byś chciała

Wymiary się przenikają
Niby jest coś a na dotyk nie ma nic

Miłość
Akt zrastania i wspólny brud
Odchodzę za każdym jednym razem
Kiedy w oczy mi

Patrzysz i czuję powiew przestrzeni
miejsce na chłód
Tak przerażająco cienka nas trzyma nic
Jej pęknięcie to śmierć jakaś
Chyba

Miałaś tu być
A Ty marzniesz się boisz cierpisz
zrobiłem Ci miejsce
Nie chcesz wejść i obok stoisz

Krzyczę w torebki
w cukier kawę papierosy
Nie ma mnie a jestem tak bardzo
sypie się piach jestem

Na szafie leżą tabletki
A Ty wciąż obok
Zbyt blisko by cierpieć uczciwie
Zbyt daleko by zasnąć

Prawdziwie
Nie ma w tym życiu nic co znam
Chcę lecieć lecz skrzydeł
lotek piór ni śmigieł nawet
brak

--- Rock&roll

To też grat tak stary, że nawet nie pamiętam gdzie powstał. Ale jest w nim coś z tej szczeniackiej wiary w to, że "słońce wstaje i zachodzi na twój znak". I pierwszej miłości.

***

Stolica twoich ust
Tam w dole jest ziemia,
boski piach i kurz
nic do zapomnienia
Kiedyś śmialiśmy się więcej
wina nie do przeoczenia
A Nasza droga
Cienka nić pajęcza
Mały talizman potrzebny do szczęścia
Twoje włosy rozwiane
Dla niego Mała, Maleńka
Dla niej rock&roll

Pobudowali nam marmurowe schody
szkłem wyłożyli ogrody
Twoja miłość najdalsza
Pomniki postawione szaleństwa
Kamień rzucony w wodę
Najwspanialsi
pośrednicy szczęścia
trzynaście szczerozłotych mil
i porośnięty bluszczem dom
Dopóki sypiasz w pustych butelkach
Nie zjednoczę się z sobą
Nie zjednoczę się z Tobą, maleńka
Nie odgadniesz komu z nas dziś bije dzwon

--- Bestia

Bestia - pokarm
Z człowieka powszedniego
Co nie zna lotu orła
Zamyka się paszcza
Uciekliśmy dziś

***

I sami sobie. Wiecie...
Sami sobie robimy krzywdę, ale mamy jeszcze szansę.

--- Słodkie ostrze zatracenia


Jestem ślepym podróżnikiem
Zranionym słodkim ostrzem zatracenia
Po to by nie widzieć zła
Wyróżniać od muzyki fałsz
Zagmatwanych nieskończonych kłamstw

Mówią o mnie ślepy
Lecz widzę więcej niż oni
Jest w słodkiej ironii wiedzy
Zarozumiała ćma co trwoni strach
Na tak skrajnie sztuczne potrzeby

Kiedy mówisz mi o perspektywach
Nie mamy
Tego samego na myśli.

--- Wiosna

Sporo wyrazów sympatii wobec tego małego stwora usłyszałem.
Ja traktuję go zdecydowanie z przymrużeniem oka. A może nie?
Przynajmniej trochę niewiadomej mu nie zaszkodzi.

***

Człowieku powiedz mi
Co dzisiaj masz?
To Jedno jest pewne
Nareszcie
Gdy tylko zrobi się cieplej
Wyjdziemy wszyscy
Poszukać znów
Naszych szczęść
I nieszczęść

Jedząc wiosennie
Więcej i częściej
Grzejąc słońcem
Grzbiety wyciągnięte
Znów odnaleźć
Kilka
Naszych
Miejsc

--- Pora obiadowa

Żebra ziemi wydymają się w huku obiadowych pór
Godziny szczytu dymają leśną polanę
Zalewają twarz wytęsknionego boga

Pustynia rozbiega się z nocą
Oddala od siebie dalekie już oddale
Między ludzkimi bliskościami

Szeptem kota na dachu ze spuszczonym ogonem
Jest sięganie korzeniami do dna z wyrazistym smakiem
Poruszeni tkwimy w głębokim samogwałcie

***

Niepokój i pośpiech idą w parze z, o dziwo, spokojem i statecznością. Z odpowiedniej perspektywy wszystko zaczyna się układać w spójną całość. Tak też jest tutaj.
Zapomnieliśmy co to znaczy być ludźmi. Wolimy się wyperfumować i pójść do drogiej restauracji, zamiast nago biegać i czuć jak mrozi nas śnieg. Boimy się cielesności, bólu, słabości, brzydoty, a w tym całym zakrywaniu listkiem figowym zgubiła się gdzieś naturalność, którą każdy z nas w sobie nosi.
Ot, zwykła myśl na niedzielę.

wtorek, 27 października 2015

--- Ptaki węże koty

Ten wiersz w swoim czasie, zupełnie przypadkiem (głupi żart, dzięki Lu) wygrał mały lokalny konkurs poetycki na Slot Art Festival. W sumie było by to miłe, gdyby nie ta cała otoczka i powinność udawania bardziej społecznego gościa niż się jest.

***

Zamknij moje dłonie, by przyspieszyć zmianę
nie mamy dużo czasu, maleńka
ptaki węże koty
na dachach rozpaczy i ucieczki

Piękne kłamstwo mantra pustelnika
marzenie tęskniącego
czas wyciągnie się dalej
jak kot jak wąż
jak lot drapieżnego ptaka

Wysoko nad pustynią

W sercu niewolników drzemią demony wolności
i zniewolenia
zbyt blisko nam do upadku
od tego wytęsknienia

Spróbujmy
musimy spróbować
nie bać się wypowiedzieć
jak bliskie są nam ikarowe marzenia

***


--- Gitary i wiersze

Spójrz na nich,
Mają te gitary i wiersze
Tajne stowarzyszenia negacji ciszy

W drogę panowie szlachta,
Nie tutaj wasze miejsce
Ustąpcie samozwańcom niedobrych bóstw

Prorokom głoszącym oddech ulicy
Z wiarą w święte miasta.

W przestrzeni prawdy
Echa starych piosenek
Odbijają się od granic teraźniejszości

Nie posiądziecie żadnej winy na własność,
Ze strachu splotą wam wieniec
Z marzeń i krwi zawiści

Wy straceńcy, słudzy doskonałości
Kapłani wszelkiego nasycenia

***

Jeden z tych zakurzonych, popełnionych kiedyś na rogu Szewskiej i Rynku w Krakowie, z czasów kiedy wystarczająco mocna wiara wystarczyła by z gitarą podróżować po świecie zupełnie nie przejmując się jutrem.

Przecież "jutro jest takie dalekie"...



(Ja to ten w środku)

(Autor zdjęcia mi nieznany)

--- "Mamo, dostałem 9"

Ze wszystkich liczb najtrudniej w dziewiątkę uwierzyć
upadam, powstaję
do góry nogami przewracam
staję się najlepszy
Rzucam Ci wyzwanie

***

Uwielbiam. To było olśnienie.

--- Wino, papieros i Reed

Właściwie w tym temacie się rozpisywać nie będę. Kto to czuje ten wie.

***



Lou Reed - This Magic Moment

--- I znowu ten lew

Słońce na horyzoncie
Zachodzilo mozolnie

Nie będzie wśród nas
Dobra i zła
Żadnych błędów
Miłości nadziei

Ponurych deszczy
I lwa

Nasiąknę muzyką
I wyjdę przed dom
Poszukam tej bramy
I wyjdę nią w świat

--- Prawie strach

Wieczór tak ciemny dziś zapadł
prawie że strach budząc
rozsypał gwiazd bezmiar
lekko podpalił ogień - para oczu

ja
w ciszy wiem że jesteś
coś z daleka się dzieje
jedną tylko iskrą się pożar zaczyna
po omacku trafi gdy twoja dłoń i moja

i jak ogień się rzucasz
choć czekasz

Ty
jesteś burzą włosów, własnym krzykiem
nienawiścią i miłością
bezkresem własnej samej siebie
delikatną plażą cichą, drżącą od czułości

I drżysz poruszona gdy myśl moja
wraz z twoją
i śmielej coraz i siła niepokonana
gdy między ramionami zbyt pusto

Jak dymu wyciągnięte ulotne ciało
lekko roztańczone delikatnie tak
a mocno
po nikomu nie znanych nutach

po Tobie co jak ogień się rzucasz
choć czekasz

przyjdź

I niech ciemną nocą, rozgwieżdżoną
ten cały blask opadnie wprost ramiona
twoje rozświetli gdy staniesz przy bramie
i szepniesz cichutko - więc jestem...

***

Dość banalny, ale ot, został.
Pamiątka po czasie kiedy komplikował mi się romantyzm.

--- Jeżeli nie sobą

Jeżeli nie jestem sobą
Opowiedz mi kim jestem
Bo nie jestem Tobą
I nie jestem twoim wierszem

Jeśli Ty nie jesteś sobą
Ja nie powiem Ci kim jesteś
Bo nie wierzę w mądrość
Ty nie wierzysz w moje wiersze

--- Małe stonerowe szaleństwa

Które jak najbardziej mi się przydarzają. Stonery i progresy to coś co mocno wpłynęło na moje muzyczne życie. Zbyt różnej muzyki słucham, żeby nazwać się prawdziwym fanem któregokolwiek, jednego gatunku, więc fanem nie jestem.
Sympatykiem takiego brzmienia już jak najbardziej.

***

(Nie pijcie wina o nazwie "Stoner", jest naprawdę ohydne. Przynajmniej na trzeźwo.)




My Sleeping Karma - Soma
Album

--- Kuchnia na dwa

Słowa jak zaklęcia
Wywołuję wilka z lasu
Dzwonisz do mnie
Wywabiona z innych czasów

(Jesteś między kropką
A dużą literą
Czasem zdanie
Się Tobą kończy)

Mówię Ci wtedy "tak"
Nawet nie chcę się bronić
A Ty nawet nie chcesz się wtedy bronić
Mówisz więc "tak"

Zostaniesz więc u mnie
Może ja zostanę u Ciebie
Będziesz myśleć - Boże...
Czemu tak nie może być na co dzień?

Ale to tak naprawdę nie ma znaczenia
Żadne z nas nie ma kuchni na dwie osoby

Wiesz dobrze że słowa mają urok
Zaklinamy się wzajemnie
Dokładnie tak potrzebujemy
Jak potrzebujemy siebie

Próbujemy więc pieścić i
Wejść na odległość uczuć
Ktoś potem przyjdzie
I przerwie

W ostatnim momencie
Kiedy będziesz już tak blisko
Wystarczy jedno sprawne cięcie
Gdy spotkają się nasze ręce

Przez szybę

--- Muzyka ciała

Pewne rzeczy nie potrzebują słów.
Usiądźmy zatem i chłońmy.

***





Song of the Butterfly
Nagrane na Everness Festival / Węgry
Istvan Sky Kék Ég, Estas Tonne, Pablo Arellano, Indrė Kuliešiūtė

--- "Drogi Spence..."

  27 października, jest nijak. Dokładnie w taki sposób należało by wyobrazić sobie jesień. Siedzę na krawężniku i myślę. Palę papierosa.
  Jestem w trakcie lektury książki Shauna Ushera "Listy niezapomniane". Przyznam, że nie spodziewałem się od niej aż takiego poruszenia.
Zawsze miałem olbrzymią słabość do listów. Czasem trudną - na pewno więcej ich spaliłem i podarłem niż faktycznie wysłałem...
List to jednak list. Wyjątkowa forma rozmowy i jednocześnie równie wyjątkowa forma literatury. Ze wszystkich, ta prawdopodobnie daje poczucie najbliższego obcowania z autorem (a może rozmówcą?).

Czytanie prywatnej korespondencji to trochę niepokojąca zabawa. Rozmowy w które możemy wejść dzięki temu zbiorowi są bardzo często skrajnie intymne. I jest to taka intymność, przy której rozebranie się do naga jest neutralne jak podanie ręki. Nie jestem pewien jak prawidłowa jest moja chęć emocjonalnego uczestniczenia w tych rozmowach, ale wzmaga się ona z każdym przeczytanym listem. To co dzieje się z moim sercem jest za to bezwarunkowo dobre. Dlatego właśnie przemogłem tę moralną niepewność i tracę kolejne godziny snu oraz spokoju, siadając przy następnej i następnej rozmowie na wyblakłych kartkach.
  Nie do końca jestem w stanie sobie wyobrazić emocje, które towarzyszyły pisaniu tych małych dzieł sztuki. W trakcie czytania zdarzały mi się momenty kiedy miałem problem z opanowaniem własnych. A przecież jestem tylko czytelnikiem, dzieli mnie dystans nie uczestniczenia w historiach, które Ci ludzie przeżywali...
Faktycznie część listów jest bardziej ciekawostką niż naprawdę angażującym emocjonalnie zjawiskiem (Dla przykładu list Kuby Rozpruwacza tudzież Leonardo da Vinci. Oczywiście w mojej opinii ). Część z nich to także doskonałe źródło inspiracji jak i zwyczajnych życiowych porad (i nie mam wcale tutaj na myśli przepisu na babeczki od Królowej Elżbiety, a raczej - fantastyczny list napisany przez Huntera S. Thompsona do przyjaciela, w którym, krótko mówiąc, odpowiada na pytanie co robić w życiu. Naprawdę polecam przeczytać).
Niezależnie od tematu czy autora, jak już wcześniej napisałem - list to list. Cały czas gdzieś tam obok jest człowiek i tego poczucia nie brakuje w powyższej książce. Autor zadbał o poprawne przepisanie tekstów, łącznie z błędami według oryginału, a gdy tylko było to możliwe zamieścił zdjęcia. Zawsze też dostajemy wraz z listem zwięźle nakreślone okoliczności jakie towarzyszyły prezentowanej korespondencji. W  niektórych przypadkach jest to wręcz niezbędne do zrozumienia, jak ważne były te słowa dla piszących.
   Największe wrażenie zrobiły na mnie oczywiście listy miłosne maści wszelakiej. Bo listem miłosnym bywa również list pożegnalny. I wiele innych, czasem niepozornych.
Miłość ukryta w manierach, w trosce, a czasem w zwykłych codziennych pytaniach. W tych samych listach przeziera nieraz także potworna samotność i myślę, że nie bez powodu. W końcu to rodzona siostra miłości.
Jak bardzo musiała gnębić Katherine Hepburn gdy pisała do nieżyjącego przyjaciela, Spencera Tracy'ego? Każda linijka tego listu to nic innego jak miotanie się w amoku między krzykiem a zupełną ciszą.
  Zdecydowana większość z tych ludzi już dawno nie żyje, razem ze swoimi miłościami i namiętnościami. Także razem ze swoją samotnością. A my zostajemy tutaj ze swoimi i odejdziemy dokładnie tak samo jak oni. Mniej lub bardziej po cichu, "bez gwizdka, trzasku ani huku, pociąg odjedzie delikatniej niż się spodziewamy" i również taką refleksje przynosi między wierszami lektura tych listów. Wiele z nich wcale nie jest smutnych. Są dziecinnie naiwne, pełne szczęścia, spokojne, pełne obaw, niektóre dziennikarsko chłodne w przekazie. Kilka razy zdarzyło mi się uśmiechać kącikiem ust, kiedy czytałem kolejną dowcipną, listowną ripostę.
Wszystkie mają jednak tę jedną, wspólną, nostalgiczną cechę. Zarówno autorzy jak i ich uczucia przemijają.

  Zawartość tych 407 stron to piękne, wzruszające świadectwo ognia, jaki od stuleci trawi nasze serca. Jest to także memento o popiele, który po nim zostaje. Bez śladu koloru, smaku ani dźwięku. Pustka i chłód poranka nadejdzie, więc dorzucajmy do ognia ile się tylko da i płońmy.
W końcu "to tylko przejażdżka".

poniedziałek, 26 października 2015

--- "To tylko przejażdżka"

Świat jest jak przejażdżka w wesołym miasteczku i kiedy się na nią zdecydujesz, to myślisz, że jedziesz naprawdę, bo tak potężne są nasze umysły. I przejażdżka leci do góry i na dół, i wszędzie dookoła, chwilami jest przerażająco, chwilami spokojnie i jest bardzo kolorowo, i jest bardzo głośno, i jest zabawnie… przez jakiś czas. Niektórzy są na przejażdżce już od dłuższego czasu i zaczynają zadawać pytanie: „ To się dzieje naprawdę czy to tylko przejażdżka?” A inni ludzie, którzy pamiętają, przychodzą do nas i mówią: „Hej, nie przejmuj się, nie bądź wystraszony. Nigdy. Ponieważ… to tylko przejażdżka.”
Ale my… zabijamy tych ludzi.
„ – Uciszyć go! Dużo zainwestowaliśmy w tę przejażdżkę. Uciszyć go! Popatrzcie, jakie mam zmarszczki od zmartwień, popatrzcie na moje grube konto w banku i na moją rodzinę. To musi być prawdziwe.”
– To tylko przejażdżka.
Ale my zawsze zabijamy tych dobrych ludzi, którzy próbują nam to powiedzieć. Zauważyliście to? I pozwalamy demonom rządzić w amoku. Ale to i tak nie ma znaczenia, ponieważ… to tylko przejażdżka. I możemy ją zmienić, kiedy tylko chcemy. To tylko kwestia wyboru. Żadnego wysiłku, żadnej pracy, żadnych oszczędności… Wystarczy wybrać. Teraz. Pomiędzy strachem a miłością. Oczy strachu chcą, abyś założył sobie większy zamek w drzwiach, kupił broń, zamknął się w domu. Oczy miłości zamiast tego postrzegają nas wszystkich jako jedność. Więc oto co możemy teraz zrobić, żeby zmienić świat. Żeby mieć lepszą przejażdżkę. Wziąć całą kasę, którą każdego roku wydajemy na zbrojenia… i przeznaczyć ją na ubranie, wyżywienie i edukowanie biednych tego świata, co zwróciłoby się wielokrotnie. Żadna osoba nie czułaby się wykluczona. A my moglibyśmy podbić wszechświat. Razem. Zarówno ten wewnętrzny, jak i zewnętrzny… na zawsze. W pokoju."

Bill Hicks - Londyn 1992

niedziela, 25 października 2015

--- "Maggot Brain"

Jestem fanem Nico Vega.
A Julia zaskoczyła mnie wyjątkowo, kiedy podesłała mi Maggot Brain w ich wykonaniu. (Kawałek, który pojawił się na ostatnio oglądanym przeze mnie filmie)

Ta dwójka ma między sobą ciekawą chemię, miło się patrzy, miło się słucha. 



Maggot Brain w wykonaniu Nico Vega

piątek, 23 października 2015

--- Romantyzm w linii Z1


Czasami jadę nocą ostatnim autobusem
Gdzie euforia powoli tężeje w smutek
Z każdym kilometrem
Spotykają się tu końcówki szans

Patrzę przez okno za przejaśniającym się niebem
Choć pleśń powoli zajmuje mi serce
Ginie mi twoje dosłowne ciało
I zaczynasz być wtedy 
Przenośnią
Gubię tą pewność jednozdaniową
Na rzecz beletrystyki

Przeraża mnie ta zmiana
I ta droga w niepamięć
Krzyk staje się gładki
Ostre wydaje się pluszem
Kiedy najgłośniejsza jest cisza
Donośna jak dzwon 
I okrutna od wzruszeń

Podróż się kończy
Jak rozdział w środku książki
Drzwi jak okładka zamykają się na krawędzi uwagi
Wyciągam wtedy paczkę 
naturalnych konsekwencji
I odpalam jedną od drugiej

--- (Nawias nr 1)


(Książki to świetne lekarstwa na wszystko poza dowolną formą bezsennosci.)


czwartek, 22 października 2015

--- Muzyka która płynie obok.

Gdzieś tam się pojawiał, raz ciszej, raz głośniej.
Nocą nad odrą (nawet dosłownie nad).
Pamiętam bardzo wyraźnie, stanąłem oparty o barierkę i to właśnie Frusciantym wtedy pachniał Wrocław. Łuna miasta razem z tymi punktami światem wyglądały niesamowicie. Były naturalną przeciwwagą dla ciężkiego domu w plecaku.
Ale muzyka Johna Frusciante nie wryła się wtedy we mnie aż tak mocno.
To przyszło dopiero teraz. Teraz jest nieodstąpywalna.

(A bardziej dokładnie, zostało przyprowadzone... "Love", Gaspar Noe. Film który mnie zmęczył a jego wspomnienie konsekwentnie uczyło go lubić. Teraz już wiem że film zapamiętam na długo, a  w chwili pisania tych słów jestem już na granicy uwielbienia dla no... Przynajmniej paru scen. Aż boję się pomyśleć co będę czuć na jego temat jutro.)

***

"Rozrywa serce".



John Frusciante - Before the Beginning

***

W sumie ten post powinienem otagować tylko jako muzyka. Jest jednak jakieś półtora tysiąca powodów, żeby jednak rozpatrywać go w kategorii sytuacji. Więc tak też zrobiłem.
Przyznacie, jest dużo miejsca na myśli. 

--- Na końcu zawsze zostajesz z Lwem

Nie wiem jak to powiedzieć
wiem najlepiej
wszak słowa to tylko naczynia
powietrze

Pamiętam, kiedyś
uczucie, nie słowo
mówić nie mogłem
kradłem nie swoją chorobę

Teraz nie wiem jak to powiedzieć
bo wreszcie mówić mogę
poczucie sensu, właściwość
Choć uwierzyłem, zwątpiłem w daną mi mowę

Truchleję, kiedyś
uczucie, nie słowo
spętano odległość
kilometry dano, mile

Dlatego nie wiem jak to powiedzieć
wiem, że słów powodem
uczucie nie słowo
lecz wymyte przez wode

Za głowę się chwytam, kiedyś
uczucie, nie słowo!
Lew, góra i uśmiech
ciepło, szęście i błogość

Tak bardzo nie wiem jak to powiedzieć
Kim jesteś, kim jestem
Kim jest i dlaczego
Milczę więc, choć tak daleko mi do tego

środa, 21 października 2015

--- Pestka

Jestem potworem, aniołem
Wdzięków amatorem
Amatorem zniszczeń
Jazgotu

Jestem abstynentem
Z wyboru, nie z wyboru
Z życia
I wzięte

Królewną jestem
Czekam i wierzę
Moją mam wieżę
I więdnę

Groteskowo
Zabawnie, podstępnie

Jestem w ciszy
Tu na kanapie
Z rozlanym kubkiem
Zawinięty w papier

I czekam uporczywie
Nikt nie woła,
Jedźmy mówią
Ja nie jadę

Groteskę, wstyd, swoją ucieczkę
Mam tu wyraźnie, nie jadę
Prędzej zjem pestkę
Z dzieciństwa strach, to moje miejsce

--- Aien

Nie po to bohaterem
Z nożykiem w ciemności
Ze strachem
Żebyś wracała do mnie pokonana co wieczór
I wychodziła bladym rankiem
Lecz z winem w ręku
Co winy pamięta
Bym nigdy nie zapomniał
I zawsze pamiętał
Żeś moja
Bez opamiętania za uchem włosy układać
To znak wieczności
Tę wieczność w sercu schować
Serce zamknąć w rękach
Nic więcej w plecaku nie nosić
***
(ewentualnie pióro wieczne, zabawne zrządzenie losu)
.

--- "Tak málo mám krve"

Przeskoczył cień
Rozproszył mnie
Ciebie
Sen przerwał
I oczekiwanie

Wewnątrz ogrodu
Zapowiedział dom
Jakby naturalnie
Nienaturalnie
Oczekiwanie

Krwi mi brakuje
Słów na oddech podzielonych
Jak mógłbym odejść
I przerwać
Oczekiwanie

***

I konsekwentnie trzymając się tytułu, odejdę. To oczywiste.
Jak nie bać się śmierci, kiedy zostawia się coś po co się żyło?

--- Przez ściany

Gdzie jesteś
Za zamkniętymi powiekami
O czym myślisz
Ze ściśniętymi ustami

Moja droga do Ciebie
Najbarwniejsza
Mój oddech szybki
Wolny, przerywany
Najzapamiętasz
Erotyk puszczany przez ściany
Cztery miesiące
Dla wszystkich miejsce
Świat na zawsze oddany

Gdzie jesteś
Za ściśniętymi ustami
O czym myślisz
Z zamkniętymi oczami

--- Radioodbiornik

Tak, ze wszystkich które dotąd napisałem, choć nie uważam aby był najlepszy albo chociaż najładniejszy - ten jest ulubiony.
Nie stoi za nim żadna kobieta, żadna strata, żaden ból, żadna podróż, niepokój, podniecenie ani nawet ambicja.
Jest tylko chwilą. Moim momentem.
Jednocześnie pochodzi z czasów, kiedy koty u babci były jedyne na całym świecie i z tych, kiedy tylko się to wspomina. Chwila jest tylko tym jak ją odczuwasz.

***

Koty dnia nie lubią
Kiedy wyjadają im
Koty nocy
Sen

Za dnia widać więcej
Ale słychać mniej

Koty nocy dłubią
Przy radioodbiorniku
Będzie swobodnie
Gdy słońce zajrzy w sień

Inne jest na co patrzy księżyc
Inne są blachodachówki

--- Kłamstwa różne

Niewinność to brzydka cecha
Winnych oskarża
chociaż mało ma do powiedzenia
Lepiej z winem podchodzić do ołtarza
opłatkiem istnienia

Szalona na punkcie twojej miłości
szalona na punkcie twojej straty
zakochana tylko kiedy boli
w pełni oddana
podnieca się w tej niewoli

Tęsknią tylko Ci, którym przyjdzie być daleko
Kochać - co miłość odrzucili
Nienawidzić - Ci co kochali
Żyć jedynie tacy co kiedyś umarli

Siedzę na brzegu rzeki
i liczę twoje palce w pamięci
Nieparzyste to wolność, parzyste kajdany
Wynik znam, od ręki

--- Moment

Chłopców kłamiących o swojej przeszłości
Fałszywych zwycięzców
Siłaczy, niebanalnych osobistości
I wędrowców kłamiących,
I całe kłamiące domy
Minąłem i dalej

Nie ta ulica, nie to drzewo
Nie ta stacja, nie dziś
Poznaje wszystko
Śpiewam gdy nikt nie słyszy
I myślę, że moje miejsce gdzieś tam jednak jest
Tym ciepłym asfaltem smakuje wieczór wiosenny
Piach nocny na chodniku przed bramą
A brama tak ważna, drewniana modelka
To tu będziesz z wierszy
Tu będziesz na pewno.

Suki z biur ze stolicy
i kurwy z ulicy sromotnie przegranej na rzecz hołoty
gnojki z podstawówki
Podrostki kandydaci
piękne dziewczyny z dnia pierwszego wrocławskiego
Rozwiązłe dziewczyny z krakowskiej kawalerki
Nie tego pragnę skrycie
Nie ma wieczności w chwili, która przemija tak pięknie
Nie ma "na pewno" w tym "może"
już wiesz
i zawsze wiedziałeś
wieczność znaleziona
w tym słowie
świadomość nasyci
Odpowie.

--- Była

Nie jestem teraz tak pewien jak oni
już miała mi pękać głowa
lecz zobaczyłem Cię za oknem
obietnica zła jest też obietnicą dobra
Spokój zachowam
Przechowam pieczęć
Utrzymam się, lecz nie wiem

Wiszę jakoś rozpięty
Wysoko nad ziemią pozorów
Prawdy dotykam - nie puszczę
Wiem, że nie dla mnie Ogrodowa
Jaki to dom, gdy zapytany
Odpowiadam: "w plecaku"
Powiem jeszcze, że mój
Całym życiem wybrany

Wiję się więc, szarpię i płonę
A spłonąć nie chcę
Bo dotyk twój, chociaż słowo
To ogień, pasja moja, słabość. W ogniu stojąca troja
Schody do nieba tak blisko mnie
Ty która zawsze dostaniesz to czego chcesz
Jedność wszechświata, melodia przedramienna
Jakoś tak rozpięty, toczę się tożsamością kamienia

--- Samotność

Nie wszystkie wiersze należy opisywać gdzie powstały. Czasem nie ma to zupełnie znaczenia, a czasem jest to zbyt osobiste.

Ten ma dla mnie wyjątkowe znaczenie również ze względu na miejsce narodzin
Była to noc spędzona na Preikestolen (Norwegia). Piękna skała nad fiordem.
Za dnia straszy rzeszami turystów, zaś nocą zamienia się w najcudowniejsze miejsce rodem z romantycznych opowieści podróżniczych.

Poznałem tam dwójkę świetnych gości z Niemiec (Dzięki za patent na norweską owsiankę) Przeprowadziliśmy naprawdę wartościową rozmowę o tym jak często i łatwo tracimy cenne chwile w życiu próbując je uwieczniać. W końcu najłatwiej jest stracić czas szukając wieczności.

Nie przychodź do mnie
W tę czystą noc
By dać błogosławieństwo bliskości
W zamian daj przejrzysty kryształ
Moją własną duszę
Co zalęgła się w tej
Zaniedbanej samotności


--- Ściana

Dławię się
Mam dobry humor tylko się dławię
Czuję się dobrze tylko cierpię
Nawet nie chcę umierać
Po prostu tak już jest
Chwilowo to klaustrofobia
Chwilowo to serce
Miło że jest
A że boli? To strata niewielka
W końcu mamy jesień
I w końcu deszcz
W końcu mijając siebie
Mówimy "cześć"

--- Droga

A to jest kochanie czar
To jest choroba
To jest zapach pociągu
Twoje nogi przejdą tym zapachem
Daleko
To jest zapach obcego deszczu
Zapomnisz swój własny
Za to jej wszędzie rozpoznasz
Z plecakiem na ramieniu
Będziesz sam od siebie odchodził
Bez niej dochodził
Oto via electi
Kto raz wyjdzie
ten nie wróci
Zapachem przesiąknie bezwonnie
Bezwolnie
Wyzwania już nie odrzuci

--- Niezasypialnie

Rodzę się gdy słońce zachodzi
W wątpliwość się wradzam
W kończynę
W tomik wierszy na podłodze
W twoją głowę
Rodzę się gdy oczy zamykasz
Zasypiasz
Kiedy w ciemności
I w ciszy sam zostaje
Się zdradzam
Za twoimi plecami
Czuję ich zapach
Rodzę się aż świt wstanie
Niezasypialnie

--- Mgnienie

Jak zawrzeć ten ruch za oknem
W mgnieniu oka minięte
Światła
Domy - początki i końce
Całe światy
To wszystko co ma ma swoje miejsce
I adres
Stukot kół pociągu
Pęd powietrza i łzy
Których tak naprawdę nie ma
Pociąg jedzie cicho i łez nie widzę
Na chwilę pękł porządek
Wytrysnął historią
Która z pozoru nie istnieje
I tak jak łzy wyparuje w tym pędzie

--- Kat

Właśnie pogrzebałem swoją porażkę
Stoję w kolejce przed katem
Nie mam już nic
Nie wiem czy do stracenia

--- Szczury

Dzwony biją nam w głowach
Ukrywam niepewność
Oddycham myślą
Co może się stać

Ogień na stopach
W żyłach trucizna
W rękach mam szansę
Na ramieniu bliznę
Oddycham myślą
Co może się stać

Bo kiedy stoisz tak przede mną
Właśnie tutaj właśnie teraz
Nie wiem nic na pewno

Chociaż ogień na stopach
A w żyłach trucizna
Przed sobą mam szansę
Na ramieniu bliznę
Oddycham myślą
Że może się stać

Dzwony biją nam w głowach
Ukrywasz niepewność
Oddychasz myślą
Co może się stać

Dzwony biją nam w głowach
Właśnie tutaj właśnie teraz
Nie wiemy nic na pewno 
Choć to może się stać

Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie
Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie
Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie
Nawet nie wiecie ile miłości na tym świecie

--- Mała Louise

Mała Louise patrzy na mnie
Mała Louise nie wie czego chce
Nie jest taka silna, w środku drży
Chociaż potrzebuje, cicho klnie
Nie wie czy chce kochać
Czy po prostu wyjść
W środku dręczy ją rozdzierająca myśl

Napotkane obecności w ludzkiej samotności
Przecież mają jakiś sens
Ślepe uliczki pozornej bliskości
Trwają tylko teraz tylko tu
Ręce które chłoną teraz kształt tej łagodności
Na koniec potnie o krawędź snu

Od wczoraj dzieli nas ta noc i następny dzień
Mała Louise nie wie czego chce
Tak dobrze zna mój zapach
Jednak wciąż się boi wejść
Mała Louise teraz tonie w swoim śnie
Jutro będzie wierszem - dzisiaj leży obok mnie

Mała Louise nie wie czego chce
Patrzy na mnie
Wtula się w ten moment
W myślach cicho klnie

--- Zostawanie

Na chwile odejdziesz, żeby zgasić światło
Zostanie po Tobie pustka i pamięć
Wszystko co po Tobie mam
Na chwilę
Świadomość, że wrócisz mnie koi
- nie koi
Na chwilę
Wstaniesz, zeby napić się wody
Na chwilę
Zostanie po Tobie ciepły ślad
I pamięć na którą pójdziesz po ciemku do kuchni
Muszę przyznać
Że udomawiasz mnie tym zostawaniem
Nawet gdybyś zdecydowała się zapalić
Na chwilę
Zostałabyś w łóżku

--- Jesteś.

Jesteś punktem
I wiem że będziesz
Dokladnie tam gdzie się schodzą
Moje linie

--- 10.19 am

Bilet w wewnętrznej kieszeni. Tak, mam tam kieszeń. Stoisz naprzeciwko mnie. Patrzę w twoje oczy i słowo daję, nie uciekam. Mogę się skupić i nadal w nie patrzeć. Staram się uspokoić, ale to nie uda mi się już ani razu tego dnia. Ani patrząc na góry za oknem, ani pisząć kolejny wiersz, ani zrywając plakietkę z kolejnego piwa wieczorem.
To się musi tutaj skończyć. Właśnie o 10.19, bo jak inaczej?
Na chwilę skrzyżowały nam się światy, ale światy tak inne, że nawet mówią innymi językami.
Uporczywy brak obietnicy ani zła, ani dobra to naturalna konsekwencja wszystkiego, co przeżyliśmy. Oboje sobie z tego zdajemy sprawę i oboje to akceptujemy. Staramy się spokojnie czekać, raczej ogrzewając się nawzajem, kiedy leżysz wtulona, a ja czytam Poświatowską. Jest w tym coś z miłości, tylko takiej, co często marznie od wiatru. Nie możemy tego zmienić.
Oczywiste, że to się skończy o 10.19.
Jeszcze widzę, jak stoisz i patrzysz. Widzę, jak się odwracasz, chyba wcale nie sprawdzasz godziny odjazdu. Przecież ją znasz. Być może tylko mi się wydaje i wcale nie masz szklanych oczu.
Zabieram ze sobą coś, czego bardzo potrzebujesz. Coś, czego nie dadzą Ci kochankowie i myślę że właśnie dlatego tu stoisz i jeszcze patrzysz. Najchętniej bym Ci to zostawił, gdyby tak dało się wydrzeć sobie serce i ręce nauczone układania włosów za uchem...
Nie wiem, co myślisz, ale przyznaje że samemu też nie mogę zebrać myśli do jakiegoś logicznego porządku. Patrzę na Ciebie i ze strachem czekam aż pociąg ruszy. Spodziewam się jakiegoś trzasku, przełomu albo chociaż gwizdka. Może było by mi łatwiej gdyby był.
Ale pociąg rusza gładko i cicho, prawie niezauważalnie.

Mam szczęście do miłości, o której łatwo powiedzieć, że trudna. Zbieram się w sobie i wracam powoli do codzienności. Zdecydowanie lżejszy o ten wybuch wytęsknionych emocji.
Kocham Cię tą pogrzaną miłością, gdzieś pomiędzy przyjaźnią a namiętnością, miłością trochę na smyczy i trochę krnąbrną. W sumie staram się nie szastać własną pewnością i słów też nie rzucać za bardzo na wiatr, ale czuję, że jesteś.
A to chyba najwięcej ile moglibyśmy z tego mieć.
Być.