Co ja bym zrobił bez muzyki.
Jest jak tysiąc rzek, spływających kaskadami w pięknym rytmie
Przepływ ustalony, przepływ nieustalony
W kluczowych momentach gładko spływają się razem
Ukłądają w harmonie
Pismo niemal obrazkowe
Do notacji emocji
Czy zostało cokolwiek czego można się trzymać?
Zapytał
Z nosem utkwionym w stosie wierszy
Z każdym słowem
Starzał się coraz bardziej
Papieros dogasał w popielniczce
Jak zawsze
Dyskretny powiernik pocałunków
Zawarł w sobie wszystko czego zabrakło w słowach
I zgasł.
Czego mam się trzymać
Zapytał
I spłonął