Tak między nami Między Tobą I resztą Zawsze była przepaść
Wiem
Uspokajająca mantra Kiedy wrzucasz piąty bieg
Kradniesz dla siebie to zdanie Wrasta potem tak głęboko Korzeniami sięga numeru dowodu Jesteś gościem we własnym życiu Niepewność Ja wiem
Słońce zachodzi a Ty pędzisz przez sen Pęcznieje wkoło abstrakcja Rozmywa się Wyraźny zostaje Tylko jeden cel
I ja to dobrze wiem
Uspokajająca mantra Gdy wzrasta gniew Rytm Gitarowa partia Podtrzymanie akcji serca Uderzenia werbla i ten Przenoszący do nowego wymiaru Pęd
Z błogo otwartej rany Sączy się esencja i śpiew Ja wiem
***
Tak się sucha muzyki, a nie jakieś pierdolenie.
piątek, 25 października 2024
Byłaś zaskoczeniem tak wielkim Jak cała ta jesień mglista Jak fałszywa nuta która w pamięć zapada I jak dotkliwa pustka gdy jej brak
Byłaś tak cholernie blisko Że można by myśleć z Tobą A nie obok I tak zagraniczne daleko Że za każdym razem To wspomnienie o Tobie Trzeba oswajać Numerem kierunkowym
***
(Przewrotnie, bo przecież to nie o ten kawałek tu chodzi.)
niedziela, 13 października 2024
"
Bo jestem wstręty, zmienny i ambiwalentny
dziwny zbyt relatywny
I dobrze i pa
To cały ja
Daleki tak
Od szapoba"
Hubert "Spięty" Dobaczewski.
wtorek, 10 września 2024
" Powiedziałem: znam takie miejsce, gdzie przychodzą umierać koty. Zapytałem: chcesz je zobaczyć? Odpowiedziała: nie chcę.Powiedziałem: jest czyste i ważne. Powiedziałem: jest jasne i pierwsze. Zapytałem: chcesz je zobaczyć? Odpowiedziała: nie chcę.
Powiedziała to w taki sposób, że musiałem odwrócić się od niej. Od tamtej pory powoli zbliżam się do wyjścia."
Jak zawsze w punkt. Świetlicki.
środa, 4 września 2024
Niby taki banał, a dla mnie taki wyjątkowy. Z zewnątrz stoicki dystans, kamienna twarz i brak emocji. W środku pożar. W środku zawsze był pożar.
Sam nie wiem co myśleć o terapii, wierzę w to, że pomogła z wieloma rzeczami i jeszcze pomaga, przyswaja się, układa. Czas mija, przepływ staje się ustalony. W środku człowiek podróżuje po emocjach.
Słyszałem ostatnio nagranie Hayley Wiliams śpiewającej Landslide i przez chwilę było wyjątkowo. Linie mi się zbiegły. Jakoś tak wszystko do siebie pasowało, jak naprawdę mało gdzie i mało kiedy.
Wskoczyło Maggot Brain, świat nabrał zapachu ciepłego mieszkania jesienią, 50-cio letnich mebli i wysokich sufitów kamienic. Pojemność emocjonalna urosła do nieskończoności.
Pretty in Scarlett Guano Apesów i znów byłem na szkolnym korytarzu, we wschodnim skrzydle. Ze smakiem szybko palonego papierosa tuż przed lekcją. Tuż przed resztą życia.
Jadę teraz autem, w środku roku, w środku Polski, w środku pracy. Na koniec dnia. Słońce zachodzi, trasa wije się w przód i wtula się w horyzont. Pastelowe niebo jeszcze drży od gorącego sierpniowego powietrza, chociaż już wrzesień. Pofalowana ziemia wokoło stroszy topole, udając toskańskie okolice. Jest coś romantycznego w tej drodze, niedomkniętej przestrzeni i perspektywą tego co jeszcze nie widoczne. Leci Vocal Madrugady i nic nie przywołuje. Staje się tą chwilą i wspomniane potem będzie ją ożywiał na nowo raz za razem. Mimowolna Ceremonia, serce wrze.
Chociaż niedługo zajdzie słońce, skończy się piosenka, to jeszcze zaraz gitara wejdzie i przyniesie rozwiązanie. Małe katharsis, małe zburzenie murów i krzyk w tą przestrzeń...
Chociaż po ciemku nie będzie już Toskańskich wzniesień i pastelowych chmur, zostaną snopy światła. Biała nitka dzieląca pasy i powtarzalne stacje benzynowe. Zamiast Madrugady będzie Archive, zamiast Vocal, będzie Pulse.
Siedzę w otwartym oknie i obserwuję tą cichą i rozedrganą sierpniem noc.
Za rzędem drzew naprzeciwko czasami przejedzie samochód.
Gdzieś tam dalej, gdzie nie ma warszawskiej łuny podobno widać zorzę. W innych mieszkaniach ludzie śpią, zanurzeni w innej rzeczywistości. Takiej gdzie w nocy się śpi.
Nie ma w tym nic podniosłego ani specjalnego. Jest tylko to uczucie. Jedyna sytość jaką znam, ten jeden moment w którym nie żarzy się jak rozpalony, piekący w dłoń węgiel, poczucie, że coś jeszcze trzeba zrobić, coś osiągnąć, coś zdobyć, pokonać, odkryć. Te pięć minut sytości, zanim głód wróci i będzie gonił człowieka znów do utraty tchu.
Chwila spokoju.
niedziela, 7 lipca 2024
Jednym się to kojarzy z okien cyklonu, inni nazywają to ciszą przed burzą - to mało istotne, dopóki znasz to odczucie.
Niebo ciemnieje.
Lubię burze, to coś zostało jak zadra we wspomnieniach - atawizm. Poczucie niepokoju i jednocześnie bezpiecznej ulgi.
Dawno nie jadłem dzikich malin. Niby takie proste.
I przelewa się w świadomości jak płyn. Hydrostatyka, zatem.
I dopiero teraz czuję, jak wraca do mnie Wilk Stepowy.
wtorek, 19 marca 2024
Zawsze miałem do nich słabość. Dużą słabość.
Tak, w głębi serca, jestem od lat potajemnie zakochany w pani Wiliams.
sobota, 9 marca 2024
Kolejny dzień rzeźbienia w studio. Przepinamy kabelki, przenosimy rzeczy, mierzymy, stroimy. Malo literacko dzisiaj. Za to muzycznie.
czwartek, 22 lutego 2024
sobota, 17 lutego 2024
Zatem tak.
wtorek, 6 lutego 2024
.
piątek, 2 lutego 2024
O proszę.
poniedziałek, 22 stycznia 2024
Sobie przypominałem. To przypomnę i Tobie.
środa, 17 stycznia 2024
Detektyw Don Kichot, zabawmy się.
czwartek, 11 stycznia 2024
Dzianie się rzeczy, wartością istotną.
niedziela, 7 stycznia 2024
Let it settle Let it sink In empty spaces Let it reverb In the basement