Etykiety

piątek, 8 marca 2019

Kilka tygodni temu powiedziałem to na głos.
Byłem tak głęboko przekonany o tym, że wiem kim jestem. Miałem jakąś wizje tego dokąd idę.
Nie mam. 

W końcu dotarłem do tego przedziwnego miejsca życia w którym, przyznałem się sam przed sobą, że tak naprawdę nie mam pojęcia kim jestem i w jakim kierunku próbuję podążać.
I choć brzmi to jak nie najlepsza rzecz jaka może się przydarzyć człowiekowi, To nie odczuwam tego jak coś złego, chociaż to wielka, przytłaczająca przestrzeń, która uniepewnia.

Czuję się nowy i nie umiem siebie.

Muszę się wszystkiego nauczyć od nowa. Uważniej niż dotąd.

Ludzie są popieprzeni. Nie chcę nikogo oceniać personalnie (A może...), każdy podejmuje decyzje, czasem lepsze dla siebie, czasem nie. Ale wszyscy jesteśmy popieprzeni.
Trudno tak naprawdę odnaleźć to, czego się naprawdę chcę. Biega się po życiu jak po palącym się domu, i łapie się rzeczy, które w danej chwili wydają się ważne. To nawet nie jest do określenia, zaplanowania. Zawsze po drugiej stronie jest zupełnie inna świadomośc. A to kim się jest okazuje się po a nie przed.

Po a nie przed. To istotne.

Jest w życiu trochę poezji. Nie takiej zgodnej, grzecznej. Nie takiej jakiej nas uczą. Nie dostosowanej do czasów. Afirmacja zawsze wyprzedza wszystko co nas otacza. Idea samej poezji to list w butelce do odbiorcy, który jest nieokreślony. Niespodziewany. Który zwykle pozostanie nieznany.
I nigdy nie jest udana. Spełniona. Właśnie taka jest prawdziwa poezja.

I to jest właśnie to. Niemożliwość opisania, wieczna walka z uczuciem, poczuciem chwili, tak jak z poczuciem siebie, albo chociaż poczuciem kierunku w jakim się zmierza.
Wszystko sprowadza się do tego ulotnego momentu, który próbujesz złapać za jaja, i spędzasz godziny próbując namierzyć jego kształt, fakturę i cokolwiek co pozwoliło by chwycić.
Bezskutecznie.
I kończy się tym, że człowiek siedzi pijąc kolejną butelkę wina, paląc ostatniego papierosa z paczki i zastanawiając się czy ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz