Moje cieło to klatka
Ulice latarnie świetlne lata
Chcę więcej dom
Uspokój chodź
Moje ciało
Taki prosty materiał
Kruszę się łamię
Rozpadam
Ty i ja
Eroduję
Erodujesz
Sypiesz mi się w dłoniach
Najczulszym nawet
Dotykiem Cię kruszę
Moje ciało to klatka
Ulotna myśl płochliwsza od ptaka
Zostaje nam więc erodować
By nasz piach się mieszał
U naszych stóp
Wspólny nam kiedyś usypie grób
I wspólną nicość
Prawdziwy ślub
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz