Skrapla się ciepło przy moich dłoniach
Jestem przez chwile
Białym obrusem
Odświętnym
Dla ojców proroków
Wyimaginowanych
Dotkniesz mnie
Zjesz na mnie
Odczujesz kanty wyprasowane
Lewostronna uczciwość
Szczera lecz płonna
I choć Cię w brzuch dotykam
W stopy ręce
W zakazane wzgórza
Tak piękne
Pragnę
Spijam szaleje zawrotów dostaje
Tak płonę fatalnie
Wychodzę przed wejście
i ginę tam umieram
Niezmartwychwstawalnie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz