Etykiety

wtorek, 27 października 2015

--- "Drogi Spence..."

  27 października, jest nijak. Dokładnie w taki sposób należało by wyobrazić sobie jesień. Siedzę na krawężniku i myślę. Palę papierosa.
  Jestem w trakcie lektury książki Shauna Ushera "Listy niezapomniane". Przyznam, że nie spodziewałem się od niej aż takiego poruszenia.
Zawsze miałem olbrzymią słabość do listów. Czasem trudną - na pewno więcej ich spaliłem i podarłem niż faktycznie wysłałem...
List to jednak list. Wyjątkowa forma rozmowy i jednocześnie równie wyjątkowa forma literatury. Ze wszystkich, ta prawdopodobnie daje poczucie najbliższego obcowania z autorem (a może rozmówcą?).

Czytanie prywatnej korespondencji to trochę niepokojąca zabawa. Rozmowy w które możemy wejść dzięki temu zbiorowi są bardzo często skrajnie intymne. I jest to taka intymność, przy której rozebranie się do naga jest neutralne jak podanie ręki. Nie jestem pewien jak prawidłowa jest moja chęć emocjonalnego uczestniczenia w tych rozmowach, ale wzmaga się ona z każdym przeczytanym listem. To co dzieje się z moim sercem jest za to bezwarunkowo dobre. Dlatego właśnie przemogłem tę moralną niepewność i tracę kolejne godziny snu oraz spokoju, siadając przy następnej i następnej rozmowie na wyblakłych kartkach.
  Nie do końca jestem w stanie sobie wyobrazić emocje, które towarzyszyły pisaniu tych małych dzieł sztuki. W trakcie czytania zdarzały mi się momenty kiedy miałem problem z opanowaniem własnych. A przecież jestem tylko czytelnikiem, dzieli mnie dystans nie uczestniczenia w historiach, które Ci ludzie przeżywali...
Faktycznie część listów jest bardziej ciekawostką niż naprawdę angażującym emocjonalnie zjawiskiem (Dla przykładu list Kuby Rozpruwacza tudzież Leonardo da Vinci. Oczywiście w mojej opinii ). Część z nich to także doskonałe źródło inspiracji jak i zwyczajnych życiowych porad (i nie mam wcale tutaj na myśli przepisu na babeczki od Królowej Elżbiety, a raczej - fantastyczny list napisany przez Huntera S. Thompsona do przyjaciela, w którym, krótko mówiąc, odpowiada na pytanie co robić w życiu. Naprawdę polecam przeczytać).
Niezależnie od tematu czy autora, jak już wcześniej napisałem - list to list. Cały czas gdzieś tam obok jest człowiek i tego poczucia nie brakuje w powyższej książce. Autor zadbał o poprawne przepisanie tekstów, łącznie z błędami według oryginału, a gdy tylko było to możliwe zamieścił zdjęcia. Zawsze też dostajemy wraz z listem zwięźle nakreślone okoliczności jakie towarzyszyły prezentowanej korespondencji. W  niektórych przypadkach jest to wręcz niezbędne do zrozumienia, jak ważne były te słowa dla piszących.
   Największe wrażenie zrobiły na mnie oczywiście listy miłosne maści wszelakiej. Bo listem miłosnym bywa również list pożegnalny. I wiele innych, czasem niepozornych.
Miłość ukryta w manierach, w trosce, a czasem w zwykłych codziennych pytaniach. W tych samych listach przeziera nieraz także potworna samotność i myślę, że nie bez powodu. W końcu to rodzona siostra miłości.
Jak bardzo musiała gnębić Katherine Hepburn gdy pisała do nieżyjącego przyjaciela, Spencera Tracy'ego? Każda linijka tego listu to nic innego jak miotanie się w amoku między krzykiem a zupełną ciszą.
  Zdecydowana większość z tych ludzi już dawno nie żyje, razem ze swoimi miłościami i namiętnościami. Także razem ze swoją samotnością. A my zostajemy tutaj ze swoimi i odejdziemy dokładnie tak samo jak oni. Mniej lub bardziej po cichu, "bez gwizdka, trzasku ani huku, pociąg odjedzie delikatniej niż się spodziewamy" i również taką refleksje przynosi między wierszami lektura tych listów. Wiele z nich wcale nie jest smutnych. Są dziecinnie naiwne, pełne szczęścia, spokojne, pełne obaw, niektóre dziennikarsko chłodne w przekazie. Kilka razy zdarzyło mi się uśmiechać kącikiem ust, kiedy czytałem kolejną dowcipną, listowną ripostę.
Wszystkie mają jednak tę jedną, wspólną, nostalgiczną cechę. Zarówno autorzy jak i ich uczucia przemijają.

  Zawartość tych 407 stron to piękne, wzruszające świadectwo ognia, jaki od stuleci trawi nasze serca. Jest to także memento o popiele, który po nim zostaje. Bez śladu koloru, smaku ani dźwięku. Pustka i chłód poranka nadejdzie, więc dorzucajmy do ognia ile się tylko da i płońmy.
W końcu "to tylko przejażdżka".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz