Nocą nad odrą (nawet dosłownie nad).
Pamiętam bardzo wyraźnie, stanąłem oparty o barierkę i to właśnie Frusciantym wtedy pachniał Wrocław. Łuna miasta razem z tymi punktami światem wyglądały niesamowicie. Były naturalną przeciwwagą dla ciężkiego domu w plecaku.
Ale muzyka Johna Frusciante nie wryła się wtedy we mnie aż tak mocno.
To przyszło dopiero teraz. Teraz jest nieodstąpywalna.
(A bardziej dokładnie, zostało przyprowadzone... "Love", Gaspar Noe. Film który mnie zmęczył a jego wspomnienie konsekwentnie uczyło go lubić. Teraz już wiem że film zapamiętam na długo, a w chwili pisania tych słów jestem już na granicy uwielbienia dla no... Przynajmniej paru scen. Aż boję się pomyśleć co będę czuć na jego temat jutro.)
***
"Rozrywa serce".
John Frusciante - Before the Beginning
***
W sumie ten post powinienem otagować tylko jako muzyka. Jest jednak jakieś półtora tysiąca powodów, żeby jednak rozpatrywać go w kategorii sytuacji. Więc tak też zrobiłem.
Przyznacie, jest dużo miejsca na myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz